Ogólnopolskie Spotkanie Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę 14.09.2019 Lublin - skrót z wydarzenia

Ogólnopolskie Spotkanie Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę 14.09.2019 Lublin - skrót z wydarzenia

Dnia 14.09.2019 w Hotelu Victoria miało miejsce Ogólnopolskie Spotkanie Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę z okazji 25-lecia Stowarzyszenia Chorych na Łuszczycę w Lublinie. Zaplanowano na ten dzień kilka bardzo ciekawych wykładów. Wstęp na całe wydarzenie było bezpłatne a udział mógł wziąć każdy. Dla uczestników czekał mały podarunek w postaci próbek kosmetyków jednego ze sponsorów wydarzenia - marki Cetaphil oraz niespodzianka wieczoru - ale o tym ani mru mru ;) 


Najbardziej ciekawe były dla mnie wystąpienia Prof. dr. hab. n. med. Grażyny Chodorowskiej pt. ,,Nie bójmy się Methotrexatu w leczeniu Łuszczycy" oraz Dr. n. med. Adama Borzęckiego pt. ,,Trudności w leczeniu łuszczycy". Dlatego też wykłady te przybliżę Wam w oddzielnych postach.



Podczas wydarzenia wystawione były zdjęcia z kampanii PlanujeMY nowe życie fundacji AMICUS, w której brałam udział. Od lewej: Dyrektor Mariusz Sagan - Urząd Miasta Lublin, 
Byladybug.pl, Pani Łuska i Dr. Adam Borzęcki oraz Dagmara Samselska - Fundacja AMICUS


Na wykładzie Dr hab. n. med. Aldony Pietrzak ,,Dieta w Łuszczycy" zebrane były najważniejsze dot. zdrowego odżywiania i rzeczy, na które osoby chore na łuszczycę szczególnie powinny zwracać uwagę.


Stwierdzono, że w sytuacji gdy chory ma nadwagę, potrzebna jest kuracja odchudzająca by uniknąć dalszych powikłań. Wskazana jest dieta niskokaloryczna + zwiększona aktywność fizyczna.
  • Dieta ok. 1500/1800 kalorii. 
  • Suplementacja witaminy D3 
  • Picie zalecanej ilości wody - 2 - 2,5l
oraz:
↟ZMNIEJSZENIE:
  • zawartości w diecie nasyconych kwasów tłuszczowych
  • izomerów trans nasyconych kwasów tłuszczowych
  • zawartości soli w diecie poniżej 5g dziennie
↡ZWIĘKSZENIE:
  • spożycia produktów bogatych w błonnik do 30-45g dziennie
  • spożycia kwasów tłuszczowych omega-3
  • spożycia produktów dostarczających dużo przeciwutleniaczy (antyoksydantów) czyli witamin C, E i beta-karotenu a także flawonoidów



Dr n. med. Magdalena Raszewska-Familec podczas wystąpienia pt. ,,Epidemiologia łuszczycy w Polsce" pokazała nam statystyki dot. ludzi chorujących na łuszczycę zarówno na świecie jak i w samej Polsce dzieląc dane na poszczególne obszary kraju oraz płeć pacjentów, ich wiek czy miejsce zamieszkania.
W latach 2008-2015 odnotowano 1 147 279 zachorowań na łuszczycę.


Co ciekawe i osobiście dla mnie zadziwiające jest to, że największy odsetek chorych na łuszczycę wykazano w Oddziale Kujawsko-Pomorskim i Pomorskim a najniższy w Oddziale Dolnośląskim. Wydawałoby się, że właśnie nad morzem będzie ich najmniej, jednak nic bardziej mylnego.


Mgr Monika Kotlarz-Koza poprowadziła bardzo ciekawy wykład pt. ,,Wsparcie psychologa w terapii farmakologicznej pacjentów dermatologicznych" gdzie zaznaczała jak ważny jest odpowiedni dobór terapii do danych potrzeb pacjenta i że naprawdę warto sięgnąć po pomoc psychologa. Wydaje nam się, że nie mamy problemów i taka wizyta nie jest nam do niczego potrzebna. Jednak każdy z nas ma problemy, które mają wpływ na życie codzienne i nie każdy potrafi sobie z nimi właściwie radzić. 



Niespodzianką i niewątpliwie największą atrakcją wieczoru był występ kabaretu Ani Mru-Mru, którzy pochodzą z Lublina - ale też wzięli udział w kampanii na temat łuszczycy:




Łuszczyca - grupy wsparcia. Dlaczego warto poznać inne biedronki?

Łuszczyca - grupy wsparcia. Dlaczego warto poznać inne biedronki?

Na początku zaznaczę, że wiem. ,,Grupa wsparcia" brzmi jakbyśmy mieli wszyscy usiąść w kółku i witać się od słów ,,cześć, mam na imię X i mam łuszczycę". Jak w tak zwanej grupie AA o których krążą już legendy. Ale czemu właściwie zakładamy w podświadomości od razu, że to źle? Co jest złego w takich spotkaniach czy terapiach?

Po lewej piękne, zgrabne nogi @Pani_luska i moje


Moim zdaniem totalnie nic złego. Zaczynając temat ,,grup wsparcia" nie mogę nie wspomnieć o psychologu czy terapeucie. N A P R A W D Ę  W A R T O. Skoro chodzimy do lekarza gdy boli nas głowa, do dentysty by zadbać o uśmiech.. dlaczego nie zadbamy o głowę i naszą psychikę? Przecież to dokładnie to samo tylko specjalista i rodzaj ,,leczenia" inny.


Mamy XXI wiek i dzisiejsze cuda techniki pozwalają nam znaleźć znajomych praktycznie w każdym miejscu na ziemi. Kółko książkowe, naukowe, taneczne, zbieraczy znaczków? Proszę bardzo, wujku google pokaż kogo tam masz. Ale.. kółko biedronek? Pewnie nie każdy łuszczyk o tym pomyślał a to taka szkoda! 
Nie będę się powtarzać bo każdy kto czyta/obserwuje mnie ociupinkę dłużej wie, że kiedyś z chorobą byłam sama. Cofnijmy się do roku 2000 kiedy dzisiejsze 19-latki przychodziły na świat a ja nie znałam ANI JEDNEJ osoby chorującej na tę francę co ja. Czułam się jak ostatnia osoba na ziemi, z tym że byłam wśród tłumu ludzi - którzy de facto myśleli, że świat właśnie za moment przestanie istnieć bo nadchodzi koniec świata. No nie przestał i tym samym moja łuszczyca też nie.. cóż, trzeba było żyć dalej! :D

Dzisiaj mamy Internet, Facebooka i Instagram. Mimo, że w większości znajdziemy tam zdjęcia jedzenia, słodkich (według ich właścicieli) kotków i nieco inne typy niż w prawdziwym życiu piękna to możemy tam też poznać ludzi, którzy podzielają nasze racje, pasje, zainteresowania i co tylko jeszcze wymyślimy tworząc hashtagi. Ja dzięki temu narzędziu wciąż poznaje nowych, ciekawych ludzi i z niektórymi nie wyobrażam sobie już życia. Tak myślę.

Zamiana miejsc. Po lewej stronie ja, po drugiej Dominika

Zaczęło się od grup na facebooku. Kiedyś ciekawa informacji bezpośrednio od pacjentów o tym, czego używają, jak sobie radzą wyszukałam grupy tematyczne ze słowem klucz: Łuszczyca. Nie będę polecać żadnej konkretnej z uwagi na to, że jest ich sporo a nie w każdej z nich jestem. Każdy z łatwością może je znaleźć w wyszukiwarce FB i wyłapać te, które będą najbardziej mu odpowiadały. 
Znajdziesz tam wszystko, co związane z chorobą. Począwszy od rekomendacji produktów, lekarzy, placówek jak i informacje o spotkaniach lokalnych, fundacjach czy stowarzyszeniach bądź właśnie - wsparcie. Gdy któremuś z łuszczyków jest gorzej, inne chętnie mu pomogą i wesprą dobrym słowem. Ale co w tym wszystkim najpiękniejsze? Że nie jesteś tu sam z chorobą. Wszyscy wiedzą lub wkrótce podzielą to co przeszedłeś i co czułeś, bo zauważyłam, że coraz więcej osób jest świeżo po diagnozie u lekarza i szukają jakiejkolwiek drogi CO DALEJ. Poza grupami na facebooku są również klasyczne fora internetowe, czy profile na instagramie, które pokazują łuszczyce. Jak chociażby już pewnie wszystkim znana @Pani_luska na instagramie i taka jedna @Byladybug.pl której też czasami coś tam wyjdzie :P Ale ilość profili tego typu z całego świata jest ogromna i mam wrażenie, że wciąż przybywa.


Jak wszędzie trafią się ludzie mili i wredni, którzy do komputera siadają by wylać swój żal do świata. Ale na nich nie zwracałabym uwagi, bo szkoda naszej energii. Jest o wiele więcej ludzi, którzy chętnie Ci pomogą i podpowiedzą, jeśli czegoś nie wiesz.
Dla mnie i kilku biedronek, z którymi się poznaliśmy dzięki właśnie internetowi to już tradycja, by się spotkać raz na jakiś czas. I coraz rzadziej już rozmawiamy o samej łuszczycy - która nas o ironio połączyła, bo tak się polubiliśmy, że mamy milion innych tematów do przegadania!


- Wstawiłabym tu zdjęcie z nimi, ale szanuję ich prywatność. Wierzcie na słowo, że są ekstra! -


Co jakiś czas stowarzyszenia organizują różne warsztaty czy spotkania i tam na grupach/forach właśnie je ogłaszają. To świetna okazja by za darmo dowiedzieć się czegoś nowego od ekspertów z różnych dziedzin i poznać nowych ludzi. Ale co, jeśli jesteś z małego miasta, lub akurat w TYM konkretnym dniu, kiedy coś tego typu organizują Ty musisz ratować świat gdzie indziej? Hm... po
1. Jestem z Warszawy a na targi w Kielcach pojechałam bez zastanowienia.
2. Czemu nie zaproponujesz takiego spotkania samemu?
Mnóstwo innych ludzi chciałoby się spotkać tylko wstydzi się to zainicjować, bądź nie czuje się na siłach w roli wodzireja ,,imprezy''. Skrzyknij ludzi w pobliskim parku lub innym fajnym, niezobowiązującym miejscu w Twoim mieście i poznaj inne biedronki. Kto wie, może urodzą się z tego przyjaźnie? Warto spróbować!
Poczucie, że mamy kogoś, kto nas NAPRAWDĘ rozumie jest niesamowitym skarbem. Postarajmy się go wyszukać jeśli jeszcze nie mamy takiej osoby w naszym najbliższym otoczeniu.
Wcześniej nie znałam ani jednej osoby, dziś znam wiele takich osób. Rozumiemy się i wspieramy bez słów. Bezcenne uczucie, gwarantuję.




Jak golić nogi przy łuszczycy? Mój sposób!

Jak golić nogi przy łuszczycy? Mój sposób!

W wielu wiadomościach od Was jak i na grupach łuszczycowych bardzo często przewija się te pytanie. Jak golić nogi przy tak wrażliwej skórze jak ta z łuszczycową łuską? Pisałam już o moim sposobie na Instagramie ale wiem, że nie każdy posiada tam konto. Wobec tego przychodzę z krótkim wpisem właśnie tutaj. 


Nie jeden dermatolog powiedziałby, że przy łuszczycy to najlepiej unikać golenia skóry by zwyczajnie jej nie podrażniać. Ale jak tu żyć w dzisiejszych czasach z włoskami na nogach? Są różni ludzie i różne upodobania - ja osobiście jestem wręcz przewrażliwiona i samego uczucia włosków na skórze nie lubię. Niestety jednak wszelkie maszynki "wyrywające włoski u mnie odpadają", wosk przy łuszczycy tym bardziej (na samą myśl boli mnie skóra) a przy maszynce zwykła pianka do golenia nie do końca zdaje egzamin. Nawet przy zdrowej skórze potrafię skończyć z zacięciami. Co w takim razie zamiast pianki? Olej kokosowy!


OLEJ KOKOSOWY - przyjaciel skóry i włosów - bo do smażenia niestety go nie polecam. badania potwierdziły, że jest gorszy niż smalec. Pierwszy raz usłyszałam o tym w Instytucie Żywności i Żywienia na warsztatach o diecie przy łuszczycy i łzs. Mi to nie przeszkadza, nadal go kupuję i używam jako kosmetyk (prawie) do wszystkiego. Głównie do demakijażu, natłuszczania skóry do kąpieli i teraz.. do golenia! 
Wielu z Was gdy zarzuciłam temat "mojego patentu" na depilację myślało, że chodzi o odżywkę do włosów. O tym tipie też słyszałam, testowałam i niestety.. odżywki do włosów mogą mieć w sobie składniki, które podrażnią dodatkowo skórę. Olej kokosowy stanowi poślizg dla maszynki i jednocześnie ją natłuszcza. Jedyne, co trzeba wziąć pod uwagę to to, że maszynka się szybciej zapycha. Tak jak pianka do golenia w kontaktu z wodą się ,,rozpuszcza" tak olej już nie. Trzeba więc tę maszynkę częściej oczyszczać przy goleniu. 
Ważne jest też częste zmienianie maszynki i najlepiej jej dezynfekowanie. Jednorazowe maszynki nie są takie JEDNORAZOWE i można używać ich wielokrotnie, jednak umówmy się, szybko gromadzą się na niej bakterie i to właśnie one mogą dodatkowo pogarszać stan skóry - a to musimy ograniczać do minimum!
Jak wygląda takie golenie na olej kokosowy? Po prostu smarujemy nim skórę, gdzie chcemy pozbyć się włosków i przejeżdżamy tam maszynką. Dokładnie tak, jak robimy to przy tradycyjnej piance. I już! 

Ja używam akurat oleju nierafinowego z Biolove do kupienia w sklepach Kontigo w bardzo przystępnej cenie, choć możecie i kupić taki w sklepie spożywczym. Te rafinowe oleje mimo, że tańsze, są pozbawione prozdrowotnych właściwości. Zawierają między innymi żelazo i cynk - i ładniej pachną kokosem. Znaliście ten patent lub macie jakieś swoje własne? 🥥


Recenzja Psorinokosmetyków - Nowa linia produktów siarczkowych Dr. Dudy

Recenzja Psorinokosmetyków - Nowa linia produktów siarczkowych Dr. Dudy


Dostałam jakiś czas temu do testów produkty firmy Dr. Duda z ich najnowszej serii Psorinokosmetyków. Byłam jej ogromnie ciekawa, ponieważ uwielbiam siarczkowe kosmetyki przy mojej łuszczycowej skórze - choć wiem, że nie każdy może je stosować, gdyż może uczulać bądź podrażnić skórę. Pamiętam, że używałam maści i kąpieli siarczkowych jeszcze podczas leczenia w szpitalu dermatologicznym i byłam bardzo zadowolona z efektów. Dodatkowo, oliwka siarczkowa ma w sobie cholesterol - kolejny składnik często wykorzystywany w maściach robionych.
Zaznaczę, że kosmetyki dostałam za darmo, bez żadnych zobowiązań i opinii "z góry". Mam po prostu podzielić się z Wami moją, w 100% szczerą opinią po ich używaniu. Bardzo mi zależy na Waszym zaufaniu i nigdy nie zgodzę się na współpracę, która nie będzie z mojej strony szczera czy mająca mydlić Wam oczy. Podkreślę również, że na każdego kosmetyki mogą działać inaczej. Jednemu pomogą, drugiemu nie, a jeszcze inny nie zauważy różnicy. 
Co zawiera w sobie woda siarczkowa? 
Między innymi: Miedź, Cynk, Wapń czy Magnez.


W zestawie znajdował się żel siarczkowy oraz (dla mnie zupełna nowość) oliwka siarczkowa. Jest to dwuetapowa pielęgnacja, którą stosujemy na chwilę przed kąpielą - producent zaleca nawet dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Dodatkowo dostałam próbkę Maski Siarczkowej.
Psorinokosmetyki są oparte na składnikach pochodzenia naturalnego na bazie wody siarczkowej z Buska-Zdroju i są podobno podstawowym preparatem stosowanym podczas kuracji przeciwłuszczycowej w Hotelu Słonecznym Zdrój w Busku-Zdroju. 
Swoją drogą, chętnie się tam kiedyś wybiorę i przetestuję na sobie te kurację i oferty, które proponuje to miejsce . Dajcie znać, czy chcielibyście przeczytać taką recenzję z pobytu w tym Medycznym SPA tu na blogu i zobaczyć, jak to wszystko wygląda na miejscu na moim instagramie :) 
Wracajmy do kosmetyków!


Krokiem pierwszym jest Żel siarczkowy - Serum mineralne.
Należy nałożyć go w małej ilości na miejsca z łuszczącą się, suchą skórą. Delikatnie wmasowujemy i pozostawiamy do wchłonięcia. 
Następnie krok drugi - Oliwka Siarczkowa. Nakładamy ją na jeszcze wilgotną skórę po pierwszym produkcie (maksymalnie po 20 minutach) i zostawiamy na drugie tyle. Wchodzimy pod prysznic lub do wanny i zmywamy wszystko delikatnym płynem myjącym. Po wszystkim oczywiście nawilżamy ulubionym balsamem - obowiązkowy punkt po każdej kąpieli! :) 
Poniżej macie dokładny skład obu produktów:

Żałuję, że nie mam żadnych zdjęć podczas ich stosowania. Tak pochłonęło mnie testowanie i rzeczy z życia codziennego, że zwyczajnie o tym nie pomyślałam. Nim się obejrzałam, produkty mi się skończyły i dosłownie wydłubywałam resztki załączoną pompką - to znaczy, że się polubiliśmy. Łuski było coraz mniej a skóra, nawet ta bez zmian wyglądała na bardziej odżywioną. 

Opakowania i etykieta cieszą oko. Jak to jeden z Was napisał na Instagramie, wyglądają dość luksusowo. To prawda, moim zdaniem spokojnie mogłyby stanąć w drogerii pomiędzy kosmetykami z wyższej półki, co nie jest oczywiste w dermokosmetykach. Choć rzecz jasna nie to jest najważniejsze, to jako osoba, która lubi otaczać się ładnymi rzeczami doceniam również i ten szczegół :) 

Zapach - jak to przy produktach siarczkowych, jest dość silny ale kwestia przyzwyczajenia. Mi osobiście po chwili on zupełnie nie przeszkadza, jednak dla bardziej wrażliwych może być drażniący. Na szczęście szybko się ulatnia. 

Pojemność i cena - ja miałam opakowania 2 x 100g. Cały zestaw starczył mi na niecały miesiąc, ale przyznam, że go nie oszczędzałam. Obecnie koszt takiego zestawu to 69zł.
Jest dostępny też większy zestaw 2 x 500g za 299zł w promocji. Dosyć sporo, jeśli spojrzeć na to, że to dodatek do pielęgnacji ale jeśli ktoś może sobie na to pozwolić, to czemu nie. Producent zakłada, że starczy to nawet na 400 aplikacji.

Czy wrócę do tych produktów? Zapewne tak! Są nieco łatwiejszą, niebrudzącą wszystkiego wokół alternatywą dla klasycznej Maski Siarczkowej - czy to Dr. Dudy czy innych marek. 
Butelki z pompką, bezbarwny żel oraz żółta oliwka, która na skórze traci swój kolor tj. nie brudzi, są znacznie wygodniejsze na codzień. Szczególnie zainteresowała mnie oliwka. Bo choć nazwa sugeruje, że będzie to tłusty produkt to wcale taki nie jest. 

Produkty te można kupić na stronie internetowej producenta: SKLEPDRDUDA.PL

Podoba się Wam taka seria recenzji produktów do stosowania przy łuszczycy? Może następnym razem dałabym więcej obrazowych zdjęć jaką mają one konsystencje, jak skóra wygląda tuż po nich? Dajcie koniecznie znać 🐞
Sterydy na łuszczycę. Jak to z nimi jest?

Sterydy na łuszczycę. Jak to z nimi jest?

Na samym wstępie tego wpisu, chcę zaznaczyć, że mój blog nie jest stroną medyczną. Nie zastąpię konsultacji i wizyty u lekarza. Dzielę się tu swoim doświadczeniem bądź nabytą wiedzą. Pokazuję temat łuszczycy ze strony pacjenta, który się z nią zmaga. Ale nie jestem nieomylna! Jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który chce szerzyć temat łuszczycy dalej i dać innym chorym znać, że nie są z tą chorobą sami na świecie :) Dobra, porozmawiajmy o sterydach!


Sterydy to obszerny i ciężki temat. Są ich zwolennicy jak i zawzięci przeciwnicy. Jednak, czy jest się czego bać?
Gdy byłam młodą dziewczynką - okres szkoły podstawowej, Pani dermatolog przepisywała mi w kółko i w kółko sterydy. Stosowałam je bardzo długo, nieświadoma ich poprawnego stosowania. Jedyną informacją, jaką wtedy przekazano mojej mamie to zdaje się: ,,stosować raz/dwa razy dziennie na zmiany na skórze". Przepisywany na raz był steryd na owłosioną skórę głowy wraz ze sterydem na powierzchnię ciała. 
Jedyne co pamiętam z tego okresu to bardzo szybkie wizyty u dermatologa. Małe pokazanie lekarzowi jednego z obszarów skóry gdzie były zmiany i od razu wypisanie recepty na maść sterydową + ewentualnie maści robione. I tak w kółko i w kółko i w kółko.. 
Dzisiaj prawdopodobnie efektem tego jest kilka pękniętych naczynek na moich nogach + żylak na łydce. Używałam ich stanowczo za długo i za dużo.


Tymczasem, sterydy trzeba stosować bardzo ostrożnie i regularnie. 
Jeżeli lekarz nam ją przepisuje i nie tłumaczy jak powinno się ją stosować - dokładnie go dopytajmy - a w najlepszym przypadku, poprośmy o rozpisanie na kartce. Zdaje sobie doskonale sprawę, że nie każdy lekarz jest skory do takiej wymiany zdań - mimo, że przepisując lek - powinien. W tym przypadku rozważyłabym zmianę lekarza. Mamy do tego prawo i powinniśmy z niego korzystać, gdy coś jest nie tak. Uważam, że warto szukać go aż do skutku. W końcu poświęcamy mu w jakimś stopniu swoje zdrowie. Jeśli nie jesteście w stanie znaleźć dobrego lekarza, warto zgłosić się do Stowarzyszeń. One często mają kontakt z różnymi placówkami czy konkretnymi lekarzami. Z chęcią Wam pomogą w poszukiwaniach, gdyż zwyczajnie zazwyczaj sami chorują na łuszczycę i wiedzą, z czym to się je. Chcą pomagać innym. Czemu więc nie skorzystać z tego? 
Warto zapytać wujka Google, niewykluczone, że jakiś jest w Waszym regionie :)



Jeśli jednak już po ptokach.. naprawdę warto wypytać o to farmaceutę. 
Jakiś czas temu, gdy z natłoku pytań zapomniałam zapytać lekarza o prawidłowe stosowanie właśnie sterydu po długim okresie nieużywania go - postanowiłam zapytać farmaceutę. Ale nie na zasadzie "ej ty, gadaj szybko jak to stosować". Podając jej recepty miło zapytałam, czy mogłaby mi wytłumaczyć jak powinno to wyglądać bo lekarz mi nie wyjaśnił, a choruję na łuszczycę, już się w tych wszystkich mazidłach gubię a sterydów się trochę obawiam. Strzał w dziesiątkę.



Nie dość, że dostałam odpowiedź na moje pytanie, to zapisała mi na kartce produkty, na które warto przy łuszczycy zwrócić uwagę. Przy nich, zapisała ceny, które wyszukała w systemie apteki. Nie nalegała wcale na ich sprzedaż. Wręcz powiedziała, bym sprawdziła je sobie na spokojnie w internecie, poczytała i ewentualnie wróciła. Wracając do sterydów. Wytłumaczyła mi, że powinniśmy je odstawiać stopniowo. Jeżeli lekarz nie zalecił inaczej, możemy stosować je raz dziennie na przykład przez tydzień, następnie co dwa/trzy dni, raz na tydzień(...) i tak stopniowo odstawiać. Jeżeli używamy ich prawidłowo - smarując naprawdę cienką warstwą, regularnie odstawiając i nie przesadzając z obszarem skóry na który je stosujemy.. to nie powinniśmy się ich bać.

Należy pamiętać jednocześnie o tym, by co jakiś czas sięgnąć po tak zwaną dawkę przypominającą, bowiem jest coś takiego jak PAMIĘĆ KOMÓRKOWA.
Jak to powiedziała Dagmara Samselska - Prezes fundacji Amicus oraz Unii Stowarzyszeń chorych na Łuszczycę i ŁZS podczas jednego z LIVE'ów przeprowadzanych na Facebooku - zmiany łuszczycowe tkwią w skórze jeszcze jakiś czas po ich zniknięciu z powierzchni.
Stosowanie jednak sterydów w momencie, gdy mamy zajęte ponad 30% skóry jest już nierozsądne. Powinno się wtedy zastosować już nie leczenie miejscowe a ogólne.
Po więcej informacji OGÓLNIE ZWIĄZANYCH Z ŁUSZCZYCĄ I ŁZS zapraszam na stronę internetową luszczyca.edu.pl.
Na zdjęciu PRZYKŁAD stopniowego odstawiania i mój sposób na niegubienie się w tym - zapisywanie w specjalnym kalendarzu :)



Na moim instagramie jakiś czas temu wspomniałam Wam, że będę tworzyć tego posta, w związku z czym mogliście poruszyć kwestie, które Was najbardziej intrygują w związku ze stosowaniem sterydów przy łuszczycy. Wybrałam te najczęściej powtarzające się. O odpowiedz na te pytania poprosiłam Dr n.med Małgorzatę Huczek  która zgodziła się udzielić nam odpowiedzi krótkich i zrozumiałych dla ludzi nie siedzących w dermatologii i medycznych określeniach. Prowadzi również swoje konto na instagramie, które z czystym sumieniem Wam polecam:
https://www.instagram.com/drhuczek


1) Jakie konsekwencje niesie za sobą długotrwałe stosowanie sterydów na całym ciele?


Długotrwała sterydoterapia powoduje zmiany zanikowe oraz naczyniowe. Konsekwencją tego np. na twarzy jest tak zwany trądzik posterydowy. Natomiast sterydy używane zewnętrznie nie działają ogólnoustrojowo zaburzając gospodarkę hormonalną, wodno-elektrolitową. W przypadku łuszczycy stosowane są na zmiany chorobowe w sposób pulsowy i mają działanie lecznice, nie destrukcyjne. Natomiast nakładane na zdrową skórę nie mając co leczyć wpływają negatywnie.




2) Czemu po odstawieniu sterydu mam nawrót a nawet pogorszenie wysypu?

Nawrót zmian jest po prostu spowodowany przerwaniem działania przeciwzapalnego.



3) Czy sterydy są szkodliwe?

Jak każdy lek może być szkodliwy, natomiast ich działanie lecznice i poprawa jakości życia przewyższa szkodliwość.



4) Czy można stosować sterydy np. rano a później opalać się na słońcu?

Generalnie leki stosujemy latem na noc. Nie powinno się na nich opalać.



5) Czy stosowanie sterydów na twarz (dokładnie na brwiach) jest bezpieczne?

W zaleceniach w ogóle nie powinno się stosować sterydów na twarz... w praktyce stosujemy ale na krótko, pulsowo np. 2x w tyg.


6) Jak je odstawiać/stosować prawidłowo, by uniknąć efektów ubocznych?

Leczenie powinno być prowadzone przez lekarza, który ocenia jak długo stosować sterydy. Ważne jest również umiejętne schodzenie ze sterydów o większej mocy na sterydy o mniejszym stężeniu i w ten sposób wyciszanie skóry i wprowadzanie jej w remisję.



7) Jaki jest Twój ulubiony steryd?

Jeśli mam być szczera, to żaden. Wolę zdecydowanie robione maści ale nie zawsze można ich komfortowo używać czy mieć czas, żeby w ogóle się wchłonęły w pędzie dnia codziennego. Jeśli miałabym wybierać, to maść Dermovate i Novate. Jedynie po nich widzę jakieś działanie. Dla porównania Belosalic - zarówno maść jak i płyn na owłosioną skórę głowy nie daje mi żadnych efektów. Zaznaczę jednak, że u kogo innego może być zupełnie odwrotnie. Każda skóra reaguje na co innego. I trzeba mieć to ZAWSZE na uwadze, że możemy się tylko zasugerować czy zainspirować tym, co pomogło innej biedronce. Nam może się to kompletnie nie sprawdzić.




Mam nadzieję, że udało mi się trochę w ludzkim świetle przedstawić temat sterydów i rozwiać pewne wątpliwości. Wszystko należy używać z UMIAREM. Nawet picie ZA DUŻEJ ilości wody, może nam się dać we znaki. Umiar, to jest słowo klucz absolutnie we wszystkim. I tego się trzymajmy :)
Kim Kardashian-West i jej KKWBODY na łuszczycę?

Kim Kardashian-West i jej KKWBODY na łuszczycę?

Słyszeliście już o nowym produkcie Kim Kardashian West? Wypuściła właśnie między innymi do swojej linii kosmetyków KKW podkład do ciała KKW BODY.
Karsashianka wyznała, że używa go do zakrywania zmian łuszczycowych na swoim ciele i pokazywała na filmikach krok po kroku cały efekt. Makijażysta Kim - Mario, również pokazywał jak smaruje jej nogi by osiągnąć oczekiwany efekt.

Instagram.com/kimkardashian

W internecie wybuchła burza. Zwolennicy kontra przeciwnicy zakrywania niedoskonałości na ciele. Ale czy słusznie?
Moim zdaniem wszystkim żyłoby się łatwiej gdyby skończyło się jedno wielkie doszukiwanie się różnic i podejść do wielu spraw. Jeden może nie mieć problemu pokazywać plamek na ciele, dla innego nawet jedna zmiana na ciele może powodować ogromy dyskomfort i brak pewności siebie.
Dlaczego więc mamy krytykować, gdy ktoś chce zakrywać zmiany? To tylko i wyłącznie jego sprawa! #dajsieodkryc nie zawsze jest łatwe, nawet dla osoby, która akceptuje swoją chorobę.

kkwbeauty.com

Ja jestem tutaj i na instagramie by mówić głośno o łuszczycy. By biedronki wiedziały, że nie są same i dzielić się swoimi doświadczeniami. Internet jest pełen retuszowanych zdjęć, i prawdziwości tam brakuje. Ale o ile nie popieram photoshopa to dlaczego miałabym mieć coś przeciwko zakrywania zmian na skórze podkładem? Ważne jest to, jak czujemy się sami ze sobą. Jeśli danego dnia chcemy pokazać nogi bez zwracania uwagi na chorobę, to w sumie dlaczego nie? Wydaje mi się, że lepsze to niż kiszenie się w czterech parach rajstop.. znam ten ból ;)
Kim Kardashian mówi bardzo często o chorobie, pokazując w internecie od czasu do czasu jak się z nią zmaga. Dzięki temu ludzie słyszą, że nawet piękny (pojęcie względne, wiadomo) i bogaty może mieć łuszczycę. Nie zamiata tematu pod dywan i nie raz pokazywała się też z nimi publicznie. To bardzo, bardzo istotne! Założę się, że niejedna sławna osoba znalazłaby się jeszcze, która zmaga się z chorobami skóry i ukrywa ten fakt jak może. Kim, która bardzo dba o swój wizerunek, jest dla wielu wyznacznikiem piękna mówi otwarcie, że ma łuszczycę. Tego żaden podkład do ciała nie może jej odebrać ;)

Nie byłabym sobą gdybym nie poruszyła w tym wszystkim swojej historii.
Gdy zaleczyłam łuszczycę kilka lat temu po miesiącach ukrywania się pod długimi ubraniami marzyłam,  by móc poczuć się ,,normalna" i odkryć nogi. Zmagałam się jednak z typowymi przebarwieniami po leczeniu. Białe kropki wszędzie wyglądały dziwnie. Co innego gdy mamy kilka plamek - one nie zrobią różnicy. Ja miałam kropka obok kropki. Chciałam więc to zakryć. Używałam wtedy rajstop w spray-u. Pamiętam, że nie wyrównały w 100% kolorytu skóry ale dla mnie to i tak wystarczyło. Było lepiej. Nie mam wielu zdjęć, bo wszystkie takie zdjęcia utknęły na dysku starego laptopa, ale zachowałam go, więc jak tylko ogarnę jak mogę odtworzyć te rzeczy i coś tam będzie to na pewno się z Wami podzielę.
Dlaczego jednak gdy pytacie mnie w wiadomościach czym możecie zakryć plamki nie mówię o tym? Bo paskudnie mi wysuszało to skórę. To była opcja na jeden/dwa dni ale nie na codzienne używanie. Chyba, że na totalnie zdrową już skórę. Nie polecam więc tego na skórę zajętą zmianami łuszczycowymi, nawet już podleczonymi.



Mimo to, chętnie bym spróbowała nowego produktu od Kim. Z czystej ciekawości i by mieć na ,,czarną godzinę" bo wiadomo, że na co dzień to raczej byłoby ciężko.
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Skoro ukrywamy pryszcze na buzi, to czemu nie możemy ukryć plamek na ciele? Jedynie cena nieco odstrasza.. Zestaw z dedykowanym do podkładu pędzelkiem kosztuje 65$ a sam Skin Perfecting Body Foundation 45$ - co daje ok. 170zł.

Moja pielęgnacja twarzy

Moja pielęgnacja twarzy

Na instagramie wiele z Was zadawało mi pytania na temat mojej pięlęgnacji skóry twarzy. Jako, że zaczęło ich pojawiać się coraz więcej za Waszą namową postanowiłam napisać ten post by ciut dokładniej móc o tym opowiedzieć niż w wiadomościach prywatnych na insta.
Chciałabym zaznaczyć, że nie jestem specem od dermatologii i kosmetykologii. Po tego typu wiedzę polecam skierować się do ludzi zajmujących się tym tematem zawodowo. Ja z czasem po prostu trafiłam na kosmetyki, których jestem pewna i do których zawsze wracam (bo chęć próbowania nowych rzeczy często wygrywa jak to u typowej kobiety).

Łuszczyca moją twarz raczej na szczęście omija. miałam może dwie plamki, które gdzieś już zaniknęły. Do tego używałam nieocenioną maść Protopic - choć przyznaję, o tym kroku czasem zapominałam jeśli posiałam gdzieś tubkę.  Skórę mam teraz raczej normalną w kierunku mieszanej (Czasami pojawiają się zaskórniki w strefie T). Choć po powrocie na lampy biorę też pod uwagę opcję ,,wrażliwa", bo przy tak intensywnym opalaniu trzeba zwrócić uwagę na niektóre składniki w kosmetykach. Np. kwasy, są wykluczone. Od kiedy zmieniłam moją pielęgnacje na te kilka etapów nie mam też większych problemów z cerą. Jedynie w czasie miesiączki wyskoczy jakiś nieprzyjaciel - ale wtedy olejek rycynowy przychodzi z ratunkiem i po sprawie :)




Pielęgnacja twarzy to dla mnie bardzo ważny punkt dnia, wręcz rytuał - ale też ogromna przyjemność! Zarówno ta poranna jak i wieczorna. Jeżeli chcemy mieć zadbaną skórę, trzeba poświęcić jej trochę czasu, pamiętać o systematyczności i nie pomijać tych ważniejszych kroków.
Słyszeliście o pielęgnacji koreańskiej? Po książce ,,Sekrety Urody Koreanek" autorstwa Charlotte Cho absolutnie oszalałam na jej punkcie. By przedstawić Wam dobrze 10 kroków, które są wskazane w danej lekturze, wstawiam z niej grafikę idealnie pokazującą każdy etap.
Stosuję większość z nich od dłuższego czasu - pojedyncze ewentualnie zmieniam dla siebie i swoich potrzeb. Kroku 5 na przykład nigdy nie wypróbowałam ale jeśli tylko jakaś ciekawa esencja trafi w moje ręce.. nie omieszkam jej wypróbować! W Kroku 6 obecnie używam naturalnych olejków. Reszta właściwie się zgadza, choć totalnie się nad tym nie zastanawiam. Kiedy zrozumiemy, czego powinno się używać, dlaczego i w jakiej kolejności, staje się to oczywiste. Zacznę może od opisu jak to wygląda u mnie!



Pielęgnacja poranna



Pierwsze co robie po przebudzeniu i wstawieniu wody na herbatę (zieloną!) to przemywam twarz zimną woda by się obudzić i poprawić mikrokrążenie. Następnie myję twarz płynem/żelem. Obecnie jest to Żel Micelarny Fresh Juice marki Bielenda. Jest to moje ostatnie odkrycie, bo w ogóle nie mam uczucia ściągniętej skóry i nie wysusza jej! Przy tym wszystkim bardzo słodko pachnie - kwestia gustu - mi  akurat on ani nie przeszkadza ani nie powala.


Kolejnym krokiem jest tonik - używam go absolutnie zawsze kiedy używam wody na skórę twarzy (lecz nie tylko wtedy) - czyli również po wyjściu spod prysznica. Tonik pozbywa się zanieczyszczeń na skórze, odżywia i tonizuje. Istotne jest to, by po całej nocy spania oczyścić skórę z potu, nadmiaru sebum i resztek kosmetyków nałożonych poprzedniego wieczora.
Mój ulubiony od wielu miesięcy to ten nawilżający marki Caudalie. Nie jest najtańszy ale działa cudnie, widzę ogromną różnicę po regularnym stosowaniu i jest bardzo wydajny. Butelka 200ml starczyła mi chyba na pół roku. To zdecydowanie mój ulubiony kosmetyk i chyba prędko nie wymienię go na żaden inny.
Aha - przestałam używać do niego wacików, które tylko szybciej ,,zjadają'' produkt. Wyciskam tonik bezpośrednio na rękę i wklepuję delikatnie w skórę twarzy, szyi i dekoltu.


Czas na krem! Tutaj nie jestem obecnie przyzwyczajona do żadnego konkretnego. Niedawno skończyłam Ultra-Hydrating Energy-Boosting od Origins. Bardzo przyjemny, szybko się wchłaniał - lecz cena ciut odstrasza. Tak to używam zależnie co mi wpadnie w ręce. Super, jeżeli skład jest naturalny. Bardzo lubię na przykład markę RESIBO. Gdy się wchłonie, nakładam krem z filtrem - najczęściej SPF 30. Jestem w trakcie poszukiwania czegoś godnego uwagi, więc nie polecę Wam jeszcze niczego konkretnego.




Pielęgnacja wieczorna


Wieczór to czas oczyszczania. Zaczynam oczywiście od demakijażu. Tutaj od lat używam oleju kokosowego! Olej świetnie rozpuszcza makijaż (tusz do rzęs również) a tym samym nie wysusza i nie podrażnia mi skóry. Zauważyłam ogromną różnicę w kondycji mojej buzi. Kiedyś kupowałam go tylko w sklepach z ekologiczną żywnością, teraz biorę duży słoik w biedronce. Działa tak samo, różnicy nie widzę - chyba, że w portfelu ;)


Olej mimo, że rozpuszcza makijaż świetnie, to nie zmyje go do końca. Sięgam po mleczko do demakijażu - obecnie ten marki Bielenda. Nabieram go na dłoń a następnie rozsmarowuję po całej twarzy. Następnie ściągam wszystko wacikami. Tu resztki makijażu powinny już zniknąć całkowicie ale i tak sięgam po żel do mycia. Po nim peeling (jakieś 2 razy w tygodniu) i oczywiście tonik - kosmetyki te same co rano.



Po toniku raz/dwa razy w tygodniu sięgam po maseczkę. Jaką, zależy od tego czego w chwili obecnej potrzebuje moja skóra. Jeżeli oczyszczenia, najczęściej sięgam po Glinkę ghasoul. Jeżeli nawilżenia, uwielbiam te w płachcie. Są łatwe i szybkie w aplikacji. Nakładam na 10 min, zdejmuję i z głowy :)
Lubię na przykład te z SKIN79 czy ORIGINS. Z tych tańszych marka Rossmannowska ISANA - szczególnie wersja GLOW :)



Kolejnym krokiem jest olejek. Ostatnio szczególnie upodobałam sobie dwa firmy NaturalMe - Olej Awokado i z Nasion Konopii. Co ciekawe, oba są polecane przy łuszczycy, więc kolejne opakowania wypróbuję na resztę ciała. Bardzo fajnie odżywiają skórę - stosuję naprzemiennie. Mam wrażenie, że od kiedy je stosuję - od jakichś dwóch miesięcy, to buzia zrobiła się bardziej promienna.



I ostatnie produkty czyli krem pod oczy i drugi na resztę twarzy. Kremu pod oczy nie znalazłam jeszcze ulubionego - stosuję więc serum Caffeine Solution z The Ordinary ale poszukiwania trwają dalej. Jeśli chodzi o resztę twarzy bardzo lubię ten od Fitomed. Kończę krem tłusty - jest bardzo treściwy, cudownie koi i nawilża skórę. Jednak na lato pewnie zmienię formułę już na coś lżejszego.


Dodatkowo moim hitem jest maść z witaminą A. To lek na potrzebującą głębokiego odżywienia skóry i dodatkowo działa wzmacniająco na barierę ochronną, przyśpiesza odnowę komórek naskórka, chroni przed procesami starzenia. I ostatnio głównie stosuję ją na noc.
Moją ulubioną jest Retimax 1500. Alantan plus zakupiłam po ostatnim poparzeniu się (powrót na naświetlanie lampami i ciut za duże natężenie na start) by przyśpieszyć proces gojenia. Ale uwaga, ten konkretny zawiera Lanolinę, która może uczulać.

Jestem bardzo ciekawa Waszych ulubieńców, do których zawsze powracacie! A może możecie polecić jakiś mocno nawilżający krem pod oczy? Lub krem z filtrem, który nie bieli! Dajcie znać, będę wdzięczna!








Internetowa akcja Pani Łuski #dajsieodkryc

Internetowa akcja Pani Łuski #dajsieodkryc

Cześć biedronki! 
Moja ulubiona biedronka Pani Łuska - którą znam osobiście ruszyła jakiś czas temu z akcją na instagramie #dajsieodkryc. Mimo, że zdążyło już się o niej zrobić głośno to nadal chcę Wam o niej wspomnieć.
Ideą tej akcji jest pokazanie swoich doskonałych niedoskonałości. Nie musi to być łuszczyca. Może to być każdy problem, który w jakiś sposób przeszkadza Ci w Twoim wyglądzie. Czy to atopowe zapalenie skóry, egzema, trądzik czy cellulit.
Jedyne co trzeba zrobić to wstawić swoje zdjęcie z tą niedoskonałością i podpisać hashtagiem #dajsieodkryc.
Sama dołączyłam do tej akcji udostępniając na prywatnych profilach społecznościowych swoje zdjęcie i opowiedziałam, że mam łuszczycę. Do tej pory nie chciałam mówić wprost dalszym znajomym, że prowadzę bloga. Uznałam, że dowiedzą się w swoim czasie. I ten czas między innymi dzięki Pani Łusce właśnie nadszedł.
Po tym jeszcze bardziej Was do tego zachęcam. Reakcję bliskich miałam już dawno za sobą. Od początku mojej działalności w internecie mnie wspierają. Z dalszymi znajomymi nie mogłam przewidzieć jak się zachowają. Czy będzie to dla nich jakiś problem? Wyśmieją? Nie zrozumieją?


Oprócz tego, że zareagowali cudownie, bo okazali mi masę zrozumienia to dowiedziałam się, że kilka osób, które poznałam wiele lat temu również ma łuszczycę! Niesamowite. Albo mają łuszczycę w rodzinie, więc wiedzą co to za choroba.
Śmialiśmy się, że nieźle się ukrywaliśmy i jak łatwiej by się żyło, gdyby to wyszło wcześniej.
Wierzę mocno, że i u Was będzie podobnie. Że tak jak ja, poczujecie jak kamień spada z serca. Na spotkaniu ze znajomymi nie zastanawiałam się już, czy mogę siedzieć w krótkim rękawku, po prostu zdjęłam bluzę, bo wiedziałam, że znają mój problem i nie będzie podchodów „co ona tam ma”. Ewentualnie usłyszę ,,ale fajne te twoje ciapki". I wiem, że mówią to z sympatii.
Upewniłam się też, że gdyby któremuś ze znajomych miałoby to przeszkadzać, to nie zależy mi na kontakcie z taką osobą. Nikt nie jest doskonały a choroba nie definiuje mnie jako człowieka. Po prostu moja skóra zazwyczaj wygląda nieco inaczej.

A oto co o akcji #dajsieodkryc pisze sama Pani Łuska:

O co w tym wszystkim chodzi?
Nie ważne czy masz kompleksy na punkcie łuszczycy, blizn, krostek, cellulitu, wrastających włosków, wyprysków, przebarwień, żylaków, naczynek, pajączków, rozstępów, czy innych problemów skórnych po prostu #dajsieodkryc
Myślisz, że istnieje idealny czas żeby przestać się ukrywać? Uwaga, oświecę Cię - on nigdy nie nadejdzie, jeśli Ty będziesz tylko na niego czekać. Idealny moment tworzymy my sami. Nie od jutra i nie od poniedziałku, ale zrób to teraz, razem ze mną i innymi osobami, które głośno mówią o swoich problemach🔊
Bądź przykładem dla innych. Ludzie nie zawsze patrząc na Ciebie muszą myśleć negatywnie. Może właśnie postrzegają Cię przez pryzmat odwagi?💪
Jeśli jesteś gotowa/y #dajsieodkryc
A jeśli nie, to czego potrzebujesz żeby Ci pomóc?😊
Kiedyś nie lubiłam swojego ciała. Pomimo zgrabnej i wysportowanej sylwetki, chciało mi się płakać jak na siebie patrzyłam😢 Walczyłam z tym długo i tylko ja wiem, co działo się wtedy w mojej głowie🤯
To hasło #dajsieodkryc motywuje mnie i towarzyszy za każdym razem kiedy zastanawiam się, czy pokazać światu łuszczycę🤔
A skoro mnie zmotywowało to może Ciebie też?
Do odważnych świat należy
♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
Wstaw zdjęcie ze swoimi "doskonałymi" niedoskonałościami i oznacz je #dajsieodkryc
Dodatkowo, żeby jeszcze bardziej zmotywować Cię do działania przewidziałam KONKURS, w którym będzie można wygrać fajne produkty od
dobrekonopie.pl si si bee manufaktura Sulphur Busko Zdrój
Pod koniec miesiąca wylosuję 3 zdjęcia oznaczone #dajsieodkryc
Wszyscy Ci, którzy się wahają - to czy Wasz idealny moment nadejdzie prędzej czy później zależy tylko od Was💛
Ja dałam się odkryć trzy lata temu zakładając tego bloga ale dopiero teraz ,,stanęłam'' przed znajomymi i przyznałam się do tego, że choruję od 16 lat wprost. I czuję się z tym świetnie. Za każdego z Was, który zdecyduje się odkryć trzymam mocno kciuki. I za tych, co jeszcze nie są gotowi też. Wierzę, że na każdego przyjdzie czas by odważyć się być po prostu sobą!
Udzieliłam ostatnio też wywiadu dla portalu Hellozdrowie.pl. TUTAJ możecie go przeczytać. Dajcie koniecznie znać co sądzicie, czy mieliście kiedyś podobne odczucia i czy dołączyliście do akcji #dajsieodkryc! 



Po co się malujesz?

Po co się malujesz?



Tak.. to kolejny post z cyklu ,,przemyślenia By ladybug". Piszecie mi, że bardzo je lubicie, dlatego też dłużej nie będę się z nimi hamować!
Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o myślach, które ostatnio chodzą mi intensywnie po głowie. 
A dokładnie.. po co ja właściwie się maluję? 
Pierwszą i jak najbardziej prawdziwą odpowiedzią jest po prostu to, że to lubię. Uwielbiam bawić się kosmetykami tak jak małe dziewczynki bawią się lalkami. Pamiętam jak jako dziecko podglądałam malującą się mamę przy małym lusterku i podziwiałam jak robi kreskę eyelinerem czy tuszuje rzęsy. To było jak jakaś magia! Uwielbiałam grzebać jej w kosmetyczce! 
W szkole często malowałam koleżanki na szkolne dyskoteki cieniami we wszystkich barwach świata. Choć podejrzewam, że było to dalekie od ideału to sprawiało mi to wielką frajdę.  


Jeżeli miałabym strzelać kiedy zaczęłam się malować na codzień to byłoby to gimnazjum. Już wtedy pamiętam dziewczyny w szkole polecały sobie błyszczyki, pudry czy tusze do rzęs. W szkole raczej nie byli tym zadowoleni, bo gdy zobaczyli, że któraś przesadziła z makijażem kazali iść do łazienki i to zmywać. Dzisiaj totalnie to rozumiem! 
Moda modą i dorastanie dorastaniem. Wydaje mi się, że makijaż był w późniejszych czasach już pewną odskocznią. Ciało miałam pokryte plamami, wobec czego chciałam zacząć ,,nadrabiać makijażem". Koleżanki zawsze chodziły w dziewczęcych sukienkach a ja mimo wielkiej chęci nie umiałam się przełamać. Za bardzo obawiałam się reakcji innych. Też chciałam poczuć się dziewczyną. 
Jestem samoukiem. Nie wiem ile zajęło mi nauczenie się malować kreskę i tak dalej ale na pewno metoda prób i błędów była grana.
No i wpadłam w sidła makijażu. Mimo malowania się czysto z przyjemności to znaleźć zdjęcia bez chociażby podkładu na twarzy było trudniej niż zdjęcia z łuszczycą na nogach... Gdybym miała wybierać między wyjściem bez makijażu a wyjściem z odkrytymi nogami bez wątpienia wybrałabym to pierwsze. To dlaczego w internecie odważyłam się pokazując kropki na ciele i wyszłam na miasto w sukience a bez makijażu zdjęć wciąż brak? Dzisiaj i to przełamuję! 
Bo zauważyłam, że na komplementy ,,jesteś piękna”  reaguję z dystansem. Gdy ktoś mówił o ciele - myślałam ,,gdybyś tylko zobaczył plamki” a o buzi - ,,bez makijażu urok mija”.



Kiedyś prasa, dzisiaj również internet. Z każdej strony uderzają nas zdjęcia idealnych ludzi, bez blizn czy najmniejszych przebarwień na ciele. Wszyscy mają perfekcyjne fit sylwetki i uśmiechy przyklejone do twarzy. Rzecz jasna z równymi, śnieżnobiałymi zębami. 
Instagram aż kipi od tego typu zdjęć. Pokazujemy tam tylko to, czym możemy się pochwalić. Nawet gdy jest to tylko ładnie podane danie w restauracji - w tym akurat nie widzę nic złego, też lubię łapać miłe i ulotne chwilę aparatem (tak, te przy  jedzeniu zdecydowanie do takich należą!). Jednak wiele ludzi często aż zakłamuje rzeczywistość i przesadny makijaż jest tam najmniejszym problemem. Odpowiednie pozy na zdjęciach by wyglądać szczuplej to pikuś, bo ludzie w pogoni za ,,byciem idealnym" przerabiają zdjęcia na tyle, że nijak mają się do tego jak Ci sami ludzie wyglądają w rzeczywistości. Powstają coraz to nowsze aplikacje zmieniające nawet rysy twarzy, powiększające oczy czy wydłużające rzęsy.. Szczerze współczuję mężczyznom szukającym partnerek w internecie bo nie sposób się w tym połapać! Umawiasz się ze swoim ideałem dziewczyny a na spotkanie przychodzi ktoś zupełnie inny. Choć Panowie nie raz nie są lepsi i wygładzają swoje twarze korygując niedoskonałości. 
Ja nigdy w takie ,,tuszowanie'' się nie bawiłam ale pokazywałam tylko to co chciałam. Czyli zero łuszczycy i zdjęcia tylko w makijażu. Troszkę udając, że kompleksy nie istnieją. A te właśnie przez jedynie piękne zdjęcia w internecie się tylko powiększały! 
Z cerą nigdy nie miałam większego problemu. Ale mam cienie i nie rzadko również worki po oczami - a te dziewczyny z instagrama mają pięknie równe buzie bez milimetra załamanej skóry. Tu mam łuszczycę a one nawet jednego siniaka czy rozstępu! 

,,Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest - Malcolm S. Forbes"


Czasopisma jak i strony internetowe atakują nas z jednej strony artykułami typu ,,Jak schudnąć 10 kg w tydzień" czy ,,jak mu się spodobać na pierwszej randce" a z drugiej ,,pokochaj siebie". Tylko czy właśnie nie od tej drugiej strony powinniśmy wszyscy zacząć? 
To oczywiste, że każdy chce się poczuć piękny i adorowany. Ale ileż może zmienić nasze nastawienie do nas samych? Kiedy patrząc w lustro szczerze będziemy mogli się uśmiechnąć?
Nie od dziś wiadomo, że wygląd ma ogromny wpływ na naszą pewność siebie. I nie ma w tym nic złego. Tylko dlaczego wielu ludzi przekracza pewną granicę i woli oszukiwać w internecie i być kimś, kim się wcale nie jest? Zamiast skupić się na rzeczach, które lubimy w sobie najbardziej i nauczyć się lubić samego siebie?

,,Chęć stania się kimś innym jest marnotrawstwem osoby, którą jesteś - Marylin Monroe"'

Jako nastolatka czytałam mnóstwo magazynów tego typu. Począwszy od klasyka - brawo girl, do czasopism dla dorosłych kobiet. Dosłownie je zbierałam, numer po numerze. Czytanie tak różnorodnych tematów może nieźle namieszać w głowie osobom, które dopiero pracują nad poczuciem własnej wartości. POKOCHAJ SIEBIE W PIĘCIU KROKACH a na drugiej stronie reklamy zabiegów medycyny estetycznej. 
Jedno nie wyklucza drugiego, bo dbanie o siebie to dobra rzecz ale to wszystko może doprowadzić do sytuacji, że zwątpimy w swoje piękno bez tych wszystkich dodatków. I mimo, że makijaż uwielbiam i nie przestanę się nim bawić, to na pewno będę chciała go ograniczyć! Zamiast kreski wytuszuję tylko rzęsy. Zamiast je przedłużać metodą 2:1 pójdę na lifting rzęs - tak z ciekawości, by nie musieć ich nawet malować (mam naturalnie długie rzęsy, ale proste). I to też nie dlatego, by wyglądać dobrze dla innych - a tylko i wyłącznie dla siebie! Chociaż tak na codzień skupię się bardziej na pielęgnacji.. oraz na tej dziewczynie w lustrze, którą ostatnio coraz bardziej lubię taką jaką jest. Z łuszczycą, z makijażem czy bez. Kolejny ,,ponoworoczny" cel na ten rok. Pokochać siebie, a co! 



Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?

Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?



Słyszeliście o produktach z CBD? Kilka dni temu zgłosiła się do mnie firma HEMP KING z zapytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich produktów. Jako, że słyszałam wiele dobrych opinii o pozytywnym wpływie konopii na łuszczycę zdecydowałam się spróbować. Lubię próbować nowych rzeczy a jak jeszcze mogę Wam o nich opowiedzieć to już w ogóle super!






W paczce znalazła się Maść Konopna CBD Salve 1%. Zawiera same naturalne składniki:
Olej kokosowy, olej z nasion konopii tłoczony na zimno (Cannabis sativa L.) wosk pszczeli, masło kakaowe, masło shea, olej z pestek winogron, wanilia madagaskarska, esencja z rozmarynu. 

Wszystkie produkty pochodzą z produkcji ekologicznych!

Maść jest zalecana przy problemach takich jak:
  • stany zapalne skóry
  • mechaniczne uszkodzenia/ranki i otarcia 
  • odleżyny
  • wysypki, alergie
  • po nadmiernej ekspozycji na słońce
  • bóle stawów
  • łuszczyca, egzema i atopowe zapalenie skóry

Więcej o maści możecie przeczytać na stronie sklepu: HEMP KING - MAŚĆ KONOPNA CBD



Kolejną rzeczą, która mnie szczególnie zainteresowała jest Olej konopny CBD - Natural 5%
Jest to suplement diety mający właściwości między innymi:
  • przeciwgrzybiczne - likwiduje pleśń i grzyby
  • dermatologiczne - ma działanie odmładzające i przyśpiesza gojenię się ran oraz chorób naskórka
  • immunologiczne  - wpływa pozytywnie na naturalną odporność organizmu
  • przeciwzapalne - hamuje proces zapalny
  • przeciwpsychotyczne - działa kojąco i oczyszczająco na umysł, zwalcza stany lękowe, uspokaja, relaksuje i pozwala długo i komfortowo spać

Osoba dorosła rozpoczyna dozowanie od 2-3 kropel olejku 3 razy dziennie. Producent zaznacza, że bardzo ważna jest w tym procesie obserwacja swojego organizmu.
Kroplę należy aplikować pod język, odczekać 30 sekund po czym połknąć. Przez naturalnie występujące pod językiem śluzówki olej jest wchłaniany najlepiej.

Olejek zaczęłam już stosować ale jest zdecydowanie za wcześnie, by móc się o nim wypowiedzieć. Mogę jedynie wspomnieć, że smak jest bardzo specyficzny ale można się do niego przyzwyczaić. 


Więcej informacji o oleju: HEMP KING - OLEJEK CBD 5%


I ostatnią rzeczą w paczce - zakładam, że jako dodatek były niełuskane nasiona konopii.
Nigdy ich nie próbowałam! Z tego co wyczytałam, można ich używać podobnie jak ziaren słonecznika czyli jako dodatek do potraw. 

Zawierają one mnóstwo witamin - A, B1, B2, B3, B6, C i E jak i minerałów - fosfor, magnez, cynk, żelazo oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3. Są cennym źródłem białka i błonnika.

Jeszcze ich nie próbowałam ale z pewnością dorzucę je do jakiegoś makaronu - np. ze szpinakiem czy sałatki! 


Więcej informacji na ich temat: HEMP KING - ZIARNA KONOPNE



Dodatkowo, mam dla Was kod rabatowy: na hasło BYLADYBUG do 31 października 2019 roku macie -11% na cały asortyment (poza kategorią ,,waporyzatory"). Nie łączy się z innymi kodami. 

Ja z tego żadnych korzyści nie mam, dostałam produkty jedynie do przetestowania - każda opinia na ich temat będzie moją własną a nie narzuconą z góry :) 



Dajcie znać koniecznie, czy używaliście już kiedyś produktów tego typu, jestem strasznie ciekawa bo dla mnie to będzie pierwszy raz!

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis


Buty: deezee.pl

Dzisiaj skieruję się głównie do kobiet.
Będąc biedronkami za często zapominamy o tym, że jesteśmy też kobietami. Ostatnio miałam taki przebłysk, że czasami oprócz kolejnego balsamu - który oczywiście jest nam potrzebny, bo musimy dbać o tę skórę wyjątkowo uważnie, ale wypadałoby czasami też kupić dla tej kobiety coś miłego, żeby przypomnieć jej, że o niej nie zapominamy.

Kilka dni temu pojechałam do sklepu, z zamiarem obejrzenia szpilek, bo potrzebowałam jednej pary do sukienki na wesele, które mam za miesiąc. Koniec końców wyszłam z dwiema parami butów -obie są na obcasie iiii... strasznie się z tego cieszę!
Przez długi czas chodziłam po sklepach, oglądałam szpilki i myślałam ,,piękne są te buty ale gdzie ja je założę?! Nie mam żadnej okazji.." Ale.. to my same sobie znajdujemy tę okazję czy możliwość, kiedy możemy je założyć! To oczywiście może być impreza, ale też zwykła kawa z przyjaciółką! Dlaczego mamy nie wybrać wtedy butów na obcasie?

Ja jestem dziewczyną, która na co dzień woli adidasy czy trampki niż buty na szpilce. Jednak raz na jakiś czas mogę przecież założyć szpilki! Przypomniało mi się, że kiedyś bardzo lubiłam w nich chodzić a nie pamiętam kiedy ostatnio jakieś kupiłam i tym samym, kiedy miałam je na sobie. Prawdopodobnie było to też wesele w zeszłym roku, kiedy to bardzo szybko okazały się najgorszymi butami jakie mogłam założyć na taką okazję. Były strasznie niewygodne i śliskie, więc dla własnego bezpieczeństwa zmieniłam je na płaskie baleriny.



Przymierzając, a potem kupując te buty przypomniało mi się, że jestem kobietą i trzeba o tę babkę czasami też zadbać.. Poza nowym balsamem na łuszczycę trzeba kupić też coś dla tej KOBIETY.
Na co dzień możemy schować te plamki, jeśli nie mamy ochoty ich pokazywać. Wystarczy założyć długie spodnie, koszulę z długim rękawem czy ramoneskę i chociażby kozaki na wysokim obcasie - szpilki wcale nie muszą odkrywać naszej skóry.


Nie każdy lubi chodzić w szpilkach i zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli interesuje Was makijaż - to na przykład ruszyła akcja -55% na kosmetyki do makijażu. Ja już kupiłam sobie kilka produktów. To też fajny sposób na poczucie się kobietą. Możecie wyszukać sobie nową szminkę, maskarę czy rozświetlacz. A jeżeli nie przepadacie za makijażem? Nic straconego, kupcie nowe skarpety froty w gwiazdki, ubierzcie ulubioną piżamę w kwiatki - czy tak jak ja, piżamkę z Victoria's Secret,  i przypomnijcie sobie, że na łuszczycy świat się nie kończy. Może włączcie romantyczny film, zapalcie świece zapachowe, nałóżcie maseczkę i poczujcie się tymi kobietami o których na co dzień niestety zapominamy!




Na moim instastories (instagram.com/byladybugpl) często dzielę się moimi przemyśleniami na różne tematy związane z chorobą. Ostatnie ,,gadanie" zaowocowało nowym projektem
Unia Chorych na Łuszczycę i ŁZS oraz Amicus Fundacja #kobietypsoriasis.

,,KOBIETA PSORIASIS to kobieta piękna, fantastyczna, wyjątkowa. Często potrzebująca impulsu by mogła w to uwierzyć i obudzić swoją wewnętrzną kobietę do życia. Kobiety chore na łuszczycę czasem gubią swoją kobiecość i pewność siebie. Dziewczyny pokażcie się 🤩, wstawiamy swoje zdjęcia w szpilkach albo z nową szminką. Oznaczamy #kobietypsoriasis 👠💄👄Postanowiliśmy o tym napisać pod wpływem Byladybug.pl która przypomniała nam, że czasem trzeba zrobić coś dla siebie, żeby poczuć się piękną i zwyczajnie sprawić sobie przyjemność ☺️😘
Serdecznie zapraszam Was do tej akcji! Bardzo się cieszę, że moja gadanina może kogoś zainspirować do dalszych działań! To najlepsze potwierdzenie tego, że założenie bloga było świetną decyzją!












Copyright © 2014 ByLadybug , Blogger