Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?

Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?



Słyszeliście o produktach z CBD? Kilka dni temu zgłosiła się do mnie firma HEMP KING z zapytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich produktów. Jako, że słyszałam wiele dobrych opinii o pozytywnym wpływie konopii na łuszczycę zdecydowałam się spróbować. Lubię próbować nowych rzeczy a jak jeszcze mogę Wam o nich opowiedzieć to już w ogóle super!






W paczce znalazła się Maść Konopna CBD Salve 1%. Zawiera same naturalne składniki:
Olej kokosowy, olej z nasion konopii tłoczony na zimno (Cannabis sativa L.) wosk pszczeli, masło kakaowe, masło shea, olej z pestek winogron, wanilia madagaskarska, esencja z rozmarynu. 

Wszystkie produkty pochodzą z produkcji ekologicznych!

Maść jest zalecana przy problemach takich jak:
  • stany zapalne skóry
  • mechaniczne uszkodzenia/ranki i otarcia 
  • odleżyny
  • wysypki, alergie
  • po nadmiernej ekspozycji na słońce
  • bóle stawów
  • łuszczyca, egzema i atopowe zapalenie skóry

Więcej o maści możecie przeczytać na stronie sklepu: HEMP KING - MAŚĆ KONOPNA CBD



Kolejną rzeczą, która mnie szczególnie zainteresowała jest Olej konopny CBD - Natural 5%
Jest to suplement diety mający właściwości między innymi:
  • przeciwgrzybiczne - likwiduje pleśń i grzyby
  • dermatologiczne - ma działanie odmładzające i przyśpiesza gojenię się ran oraz chorób naskórka
  • immunologiczne  - wpływa pozytywnie na naturalną odporność organizmu
  • przeciwzapalne - hamuje proces zapalny
  • przeciwpsychotyczne - działa kojąco i oczyszczająco na umysł, zwalcza stany lękowe, uspokaja, relaksuje i pozwala długo i komfortowo spać

Osoba dorosła rozpoczyna dozowanie od 2-3 kropel olejku 3 razy dziennie. Producent zaznacza, że bardzo ważna jest w tym procesie obserwacja swojego organizmu.
Kroplę należy aplikować pod język, odczekać 30 sekund po czym połknąć. Przez naturalnie występujące pod językiem śluzówki olej jest wchłaniany najlepiej.

Olejek zaczęłam już stosować ale jest zdecydowanie za wcześnie, by móc się o nim wypowiedzieć. Mogę jedynie wspomnieć, że smak jest bardzo specyficzny ale można się do niego przyzwyczaić. 


Więcej informacji o oleju: HEMP KING - OLEJEK CBD 5%


I ostatnią rzeczą w paczce - zakładam, że jako dodatek były niełuskane nasiona konopii.
Nigdy ich nie próbowałam! Z tego co wyczytałam, można ich używać podobnie jak ziaren słonecznika czyli jako dodatek do potraw. 

Zawierają one mnóstwo witamin - A, B1, B2, B3, B6, C i E jak i minerałów - fosfor, magnez, cynk, żelazo oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3. Są cennym źródłem białka i błonnika.

Jeszcze ich nie próbowałam ale z pewnością dorzucę je do jakiegoś makaronu - np. ze szpinakiem czy sałatki! 


Więcej informacji na ich temat: HEMP KING - ZIARNA KONOPNE



Dodatkowo, mam dla Was kod rabatowy: na hasło BYLADYBUG do 31 października 2019 roku macie -11% na cały asortyment (poza kategorią ,,waporyzatory"). Nie łączy się z innymi kodami. 

Ja z tego żadnych korzyści nie mam, dostałam produkty jedynie do przetestowania - każda opinia na ich temat będzie moją własną a nie narzuconą z góry :) 



Dajcie znać koniecznie, czy używaliście już kiedyś produktów tego typu, jestem strasznie ciekawa bo dla mnie to będzie pierwszy raz!

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis

Buty: deezee.pl

Dzisiaj skieruję się głównie do kobiet.
Będąc biedronkami za często zapominamy o tym, że jesteśmy też kobietami. Ostatnio miałam taki przebłysk, że czasami oprócz kolejnego balsamu - który oczywiście jest nam potrzebny, bo musimy dbać o tę skórę wyjątkowo uważnie, ale wypadałoby czasami też kupić dla tej kobiety coś miłego, żeby przypomnieć jej, że o niej nie zapominamy.

Kilka dni temu pojechałam do sklepu, z zamiarem obejrzenia szpilek, bo potrzebowałam jednej pary do sukienki na wesele, które mam za miesiąc. Koniec końców wyszłam z dwiema parami butów -obie są na obcasie iiii... strasznie się z tego cieszę!
Przez długi czas chodziłam po sklepach, oglądałam szpilki i myślałam ,,piękne są te buty ale gdzie ja je założę?! Nie mam żadnej okazji.." Ale.. to my same sobie znajdujemy tę okazję czy możliwość, kiedy możemy je założyć! To oczywiście może być impreza, ale też zwykła kawa z przyjaciółką! Dlaczego mamy nie wybrać wtedy butów na obcasie?

Ja jestem dziewczyną, która na co dzień woli adidasy czy trampki niż buty na szpilce. Jednak raz na jakiś czas mogę przecież założyć szpilki! Przypomniało mi się, że kiedyś bardzo lubiłam w nich chodzić a nie pamiętam kiedy ostatnio jakieś kupiłam i tym samym, kiedy miałam je na sobie. Prawdopodobnie było to też wesele w zeszłym roku, kiedy to bardzo szybko okazały się najgorszymi butami jakie mogłam założyć na taką okazję. Były strasznie niewygodne i śliskie, więc dla własnego bezpieczeństwa zmieniłam je na płaskie baleriny.



Przymierzając, a potem kupując te buty przypomniało mi się, że jestem kobietą i trzeba o tę babkę czasami też zadbać.. Poza nowym balsamem na łuszczycę trzeba kupić też coś dla tej KOBIETY.
Na co dzień możemy schować te plamki, jeśli nie mamy ochoty ich pokazywać. Wystarczy założyć długie spodnie, koszulę z długim rękawem czy ramoneskę i chociażby kozaki na wysokim obcasie - szpilki wcale nie muszą odkrywać naszej skóry.


Nie każdy lubi chodzić w szpilkach i zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli interesuje Was makijaż - to na przykład ruszyła akcja -55% na kosmetyki do makijażu. Ja już kupiłam sobie kilka produktów. To też fajny sposób na poczucie się kobietą. Możecie wyszukać sobie nową szminkę, maskarę czy rozświetlacz. A jeżeli nie przepadacie za makijażem? Nic straconego, kupcie nowe skarpety froty w gwiazdki, ubierzcie ulubioną piżamę w kwiatki - czy tak jak ja, piżamkę z Victoria's Secret,  i przypomnijcie sobie, że na łuszczycy świat się nie kończy. Może włączcie romantyczny film, zapalcie świece zapachowe, nałóżcie maseczkę i poczujcie się tymi kobietami o których na co dzień niestety zapominamy!




Na moim instastories (instagram.com/byladybugpl) często dzielę się moimi przemyśleniami na różne tematy związane z chorobą. Ostatnie ,,gadanie" zaowocowało nowym projektem
Unia Chorych na Łuszczycę i ŁZS oraz Amicus Fundacja #kobietypsoriasis.

,,KOBIETA PSORIASIS to kobieta piękna, fantastyczna, wyjątkowa. Często potrzebująca impulsu by mogła w to uwierzyć i obudzić swoją wewnętrzną kobietę do życia. Kobiety chore na łuszczycę czasem gubią swoją kobiecość i pewność siebie. Dziewczyny pokażcie się 🤩, wstawiamy swoje zdjęcia w szpilkach albo z nową szminką. Oznaczamy #kobietypsoriasis 👠💄👄Postanowiliśmy o tym napisać pod wpływem Byladybug.pl która przypomniała nam, że czasem trzeba zrobić coś dla siebie, żeby poczuć się piękną i zwyczajnie sprawić sobie przyjemność ☺️😘
Serdecznie zapraszam Was do tej akcji! Bardzo się cieszę, że moja gadanina może kogoś zainspirować do dalszych działań! To najlepsze potwierdzenie tego, że założenie bloga było świetną decyzją!












Kim chciałeś być w przyszłości będąc dzieckiem i czemu choroba na to wpłynęła?

Kim chciałeś być w przyszłości będąc dzieckiem i czemu choroba na to wpłynęła?

Czy kiedyś marzyliście o tym by coś robić ale choroba pokrzyżowała Wam plany?
Mi tak.
Jako młoda dziewczyna chodziłam do szkoły sportowej. Chciałam próbować każdej dyscypliny, która była obecnie dla mnie w tej szkole możliwa. (Chciałam nauczyć się grać w koszykówkę ale nie było klasy o tym kierunku). Tenis stołowy, tenis ziemny, pływanie, którego totalnie nie lubiłam, piłka nożna na wychowaniu fizycznym i siatkówka - ale do dzisiaj nie umiem serwować i wolę ją jednak oglądać ;)
Brałam udział we wszystkich przedstawieniach, konkursach plastycznych czy nawet literackich - raz zajęłam nawet IV miejsce w konkursie ogólnopolskim pisząc wiersz o zwierzętach w lesie.
Do dziś pamiętam jak w dniu powrotu z zielonej szkoły wychowawczyni ogłosiła, że mamy w klasie dwie laureatki i jak się okazało - jedną z nich byłam właśnie ja.
Byłam ciekawą świata dziewczynką. Nieśmiałą ale wierzącą, że powinnam robić to co lubię.  Jednak w gimnazjum pojawiło się WIECZNE zwolnienie z w-f. Za bardzo wstydziłam się przebierać przy innych dziewczynach. Martwiłam się potwornie czy grając w piłkę czy biegając nie podwinie mi się bluzka czy nogawka i wszyscy zobaczą moje plamy.

 Zdjęcie by Kładek 

Moją pasją od zawsze był taniec. Podglądając starszą siostrę, która tańczyła obecnie w Zespole Gawęda marzyłam, by móc tak jak ona tańczyć na wielkiej scenie. Przynosiła mi kasety VHS z występami a ja oglądając je w kółko i w kółko jak zahipnotyzowana uczyłam się kroków na pamięć.
Umiałam wszystkie.
Gdy poszłam do pierwszej klasy podstawowej, w końcu mogłam spełnić swoje marzenie i zapisać się do Gawędy.
Pamiętam jak poszłam z mamą do Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie by zacząć moją przygodę z tańcem. Byłam niesamowicie podekscytowana, że w końcu zobaczę salę prób, te wszystkie stroje i zajęcia taneczno-wokalne o których tyle słyszałam historii. W końcu mogłam poznać ten świat od środka. Długo niestety nie pochodziłam do tego zespołu bo czułam się źle z tym że mama musiałaby płacić tyle pieniędzy za moje "widzi misie" nie ucząc się niczego nowego - bo przecież wszystkie choreografie i piosenki już znałam a to nauka czegoś nowego mi się marzyła najbardziej. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że już wtedy wychodziła mi łuszczyca a dwa lata później wylądowałam w szpitalu na leczeniu skóry po roku poszukiwań co to w ogóle jest.



W domu jednak moja wyobraźnia sięgała zenitu.
 Po fascynacji zespołem dziecięcym przyszedł czas na MTV. Pamiętam jak obserwowałam Beyonce, Shakirę, Britney Spears czy Michaela Jacksona. Uczyłam się ich choreografii z teledysków, którymi byłam wręcz zafascynowana. Żałuję, że nikt nie nagrał jak tarzam się po tapczanie udając Shakirę z "Whenever, wherever" ;)
W domu tapczan był moją sceną. Skakanka mikrofonem - potem oczywiście zastąpił go dezodorant.
Jak nad każdą, prawdziwą sceną musiał być jakiś ekran lub logo. Tam szpilkami do tapety przypinałam napisy, zależnie kim tego dnia byłam. Dziwnie to brzmi gdy dziś to piszę ale cóż.. wtedy miało to OGROMNE znaczenie.
Do każdej piosenki był oczywiście inny strój. Przez co w szafie zawsze miałam bałagan co akurat chyba mama mi wybaczała ze względu na moją karierę tapczanowej tancerki na pełen etat..
Dobrze, że się wtedy nie malowałam bo mogę sobie tylko wyobrazić ile wtedy te przygotowania "do występów" by trwały.


Byłam dzieckiem z ogromnymi marzeniami. Ale też kompleksami. Pominę już całą historię taneczną w moim wykonaniu ale myślę, że o jednym przedsięwzięciu warto jeszcze wspomnieć. Ponieważ było to dawno temu i z większością ludzi obecnymi na zdjęciach nie mam dziś kontaktu - postarałam się szybko wymazać ich postacie bo nie wiem, czy wyraziliby zgodę na publikację ich wizerunku akurat tutaj. Wszystkim jednak z osobna dziękuję, że byli tego częścią! To jedno z moich najpiękniejszych wspomnień!





Mając podejrzewam 15 lat zorganizowałam Flash mob by upamiętnić Michaela Jacksona po jego śmierci. Pomysł był spontaniczny a jego realizacja jeszcze bardziej. Zainspirowana tego typu wydarzeniami między innymi w Sztokholmie rzuciłam temat innym fanom Michaela z Warszawy i ku mojemu zdumieniu zgłosiło się wielu ludzi!
Prowadziłam próby dla tych, którzy nie byli w stanie nauczyć się osobiście choreografii z filmików dostępnych na youtube na świeżym powietrzu. Muzyki użyczył nam jeden z uczestników pożyczając swoje głośniki w samochodzie ;)
Niesamowici ludzie i niesamowite wspomnienia!
Zatańczyliśmy w kilku miejscach w Warszawie, mówili o nas we wszystkich najważniejszych wiadomościach czy nawet chociażby w Gazecie Wyborczej lub Popcornie! (Pamiętacie te młodzieżowe gazety? :D)

Koniec końców poznając nowych przyjaciół z podobnymi pasjami na podobnym spontanie stworzyliśmy grupę taneczną. Stwierdziliśmy, że chcemy tańczyć razem dalej i uczyć się kolejnych choreografii Jacksona.
Występowaliśmy jeszcze na wielu imprezach, wydarzeniach a nawet w Dzień Dobry TVN. Byliśmy między innymi częścią Zombie Walk - marszu trupów, który co roku odbywa się między innymi w Warszawie. My wtedy zatańczyliśmy na starówce do piosenki ,,thriller". Ten roztrzepaniec w białej sukience to ja! Miałam wtedy wysyp, więc założyłam (tym razem czarne) rajstopy. Choć śmiałam się, że łuszczycowe zmiany to świetna charakteryzacja sama w sobie.





Ciężko znaleźć mi to na zdjęciach ale podczas flash moba miałam łuszczycę i bardzo chciałam to pominąć w rozmowach. Mimo skwaru na słońcu (Próby trwały zdaje się cały lipiec) tańczyłam w sweterku a pod szortami miałam.. rajstopy. Do dzisiaj nie rozumiem czemu nie założyłam na przykład po prostu legginsów ale wtedy najwyraźniej właśnie rajstopy miały większy sens. Jak bardziej się przyjrzycie, zauważycie plamki na dekolcie.
Podejrzewam, że łatwiej byłoby mi po prostu otwarcie powiedzieć innym co mi jest i nie przejmować się tym - dziś z pewnością bym tak zrobiła ale w młodym wieku totalnie nie umiałam o tym rozmawiać i nawet moi wtedy już nowi przyjaciele nie mieli o chorobie pojęcia. Pewnie mieli mnie za totalną dziwaczkę haha!
Mimo wysypu starałam się działać i spełniać marzenia po swojemu. Jednak w pewnym momencie przyszedł kryzys i wszystko przestało mieć sens.
Odeszłam z grupy, rzucając, że chcę nauczyć się czegoś nowego. I faktycznie, zapisałam się do Hip Hop Akademii. Poznałam kolejnych cudownych ludzi, którzy kochali taniec.
Niedługo jednak później znowu wylądowałam na hospitalizacji, tym razem w szpitalu w Międzylesiu.
Zawsze z mocniejszym wysypem moje marzenia i cele jakby przestawały nagle mieć znaczenie. Tak jakby ktoś oddzielił mi wszystko grubą kreską. Szukałam wytłumaczeń, że to nie moje kompleksy związane z chorobą są powodem poddania się a problemy finansowe w domu czy cokolwiek innego.
Podobnie było, gdy już między innymi mój Ś.P. przyjaciel Patryk namawiał mnie na wzięcie udziału w programie You Can Dance. Przez łuszczycę czułam, że nie mam najmniejszych szans się dostać.. albo może tak tylko tłumaczyłam swój strach, że nagle ktoś w telewizji podczas samego castingu zobaczy moje plamy. Te wyobrażenie dosłownie mnie paraliżowało.



Zdjęcie z Festiwalu ,,Gdańsk dźwiga muzę" i choreografowie - Buddhda Stretch, Kumari Suraj i Gigi Torres

Kolejny punkt taneczny. Co prawda nie miałam wtedy łuszczycy, postanowiłam więc spróbować.
Casting dla tancerzy do Ceremonii Otwarcia Euro 2012 w Warszawie.
Poszłam, zatańczyłam.. i zadzwonili, że zostałam przyjęta. Matko, jakie to było szczęście. Szczególnie, że choreograf całego otwarcia współpracował chociażby z Beyonce a samo to było dla mnie czymś WOW.
Z prawdziwym bananem chodziłam na próby. Wszystko co się tam działo musiałam utrzymywać w tajemnicy, nie można było robić zdjęć ani opowiadać o szczegółach. Przymierzanie strojów i odliczanie do wielkiego dnia. Aż?
Aż wylądowałam w Szpitalu. Instytut Reumatologii, oddział dziecięcy. Podejrzewano u mnie Łuszczycowe Zapalenie Stawów. Miałam bóle niewiadomego pochodzenia, stwierdzono, że im szybciej sprawdzą co jest powodem, tym lepiej. Leżałam tam ponad tydzień, jednak żadnej choroby nie stwierdzono. Trzeba obserwować.
Bum, znowu taniec przegrał.

To był moment w którym się poddałam i stwierdziłam, że chyba nie jest pisane mi być tancerką. Ciągle to sobie wmawiałam wciąż marząc o tej scenie.
Z obecnego punktu widzenia bardzo żałuję, że nie widziałam wcześniej w czym jest problem w moim dążeniu do celu lub, że nie trafiłam do psychologa, który by mi pomógł się z tym uporać.
Miałam wrażenie, że jestem z tą wstrętną chorobą sama. Nikt o niej nigdy nie mówił a dla mnie był to temat gorszy niż tabu. Ja go po prostu próbowałam wyrzucić ze swojej podświadomości wciskając znajomym kit, że mam uczulenie i nie mogę pokazywać skóry. Czy cokolwiek innego co wtedy wydawało mi się ,,mniejszym złem".
Żałuję, że się poddałam ale nic straconego. Tancerką może już nie będę, choć nie wykluczone, że zapiszę się kiedyś do jakiejś szkoły tańca na kurs by chociaż raz na jakiś czas przypomnieć sobie te emocje, które mi zawsze towarzyszyły gdy tańczyłam.


Poza tańcem uwielbiałam też pozować do zdjęć. Świat fotografii mnie bardzo wciągał z obu stron. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego się wstrzymałam z brnięciem do tego celu. Coraz gorzej czułam się przed obiektywem, przestałam odpowiadać na propozycje. Jak już, robiłam zdjęcia sama, bo wtedy czułam, że mam kontrolę nad tym, co widać.




Na czarno-białym zdjęciu mam nawet plamki po prawej stronie brzucha! Na prawym opaleniznę i totalny brak plamek zawdzięczałam naświetlaniu leżąc w szpitalu.

Mimo ,,upadłej kariery tanecznej" czy fotomodelingowej ważniejsze jest dla mnie dzisiaj coś innego. Przełamałam się i zaczęłam otwarcie mówić o chorobie. Pragnę wspierać innych chorych, bo sama kiedyś takiej osoby potrzebowałam. Po prostu by wiedzieć, że nie jestem z tym sama. Odnalazłam nową pasję jaką jest pisanie tego bloga. Dzielenie się swoimi doświadczeniami i przeżyciami by choć jedna osoba poczuła minimalną ulgę, że nie jest jedyna.
To dla mnie ogromny sukces i mam nadzieję, że jest to tak naprawdę tylko jego maleńki zalążek.
Dalej więc podtrzymuję, że wszystko dzieje się po coś. I może te nie do końca spełnione marzenie przyczyniło się właśnie do tego, że dziś otwieram się na temat choroby, poznaję nowych ludzi, którzy mieli w życiu podobne problemy, kompleksy czy frustracje co ja.
Zdaję sobie sprawę, że osoba ,,zdrowa" nie jest w stanie zrozumieć jak wielkie piętno odciska na nas ta choroba, jak ogromny ma wpływ na nasze życie czy decyzje. Tym bardziej doceniam te znajomości z innymi biedronkami, bo wiem, że nie muszę im niczego tłumaczyć. Też musieli się kiedyś chować lub bali zaryzykować.

Dlaczego Wam o tym opowiadam? Bo zdaję sobie sprawę jak wielu chorych ludzi ma podobne sytuacje. Nie wierzą w siebie, swoje możliwości i wartość. Moja mama nie miała pojęcia przez co przechodzę i do końca swojego życia będę jej dziękować, że robiła absolutnie wszystko co mogła. Pamiętam, że psycholog był mi proponowany bo w pewnym momencie tak się załamałam, że nie chciałam w ogóle chodzić do szkoły. Jednak ja uparcie odmawiałam, powtarzając, że i tak tam nie pójdę. Jeżeli więc widzicie, że coś jest z Wami nie tak, nie radzicie sobie z pewnymi rzeczami, choroby nie potraficie zaakceptować - lub ktoś z Waszych bliskich.. pomyślcie o psychologu. Ja uporałam się z tym sama podejmując decyzję założenia tego bloga. Dzięki niemu tak naprawdę dopiero pogodziłam się z tym, że jestem chora. Ale gdyby wcześniej odpowiednia osoba pomogła mi poukładać moje myśli i obawy w głowie, kto wie, może byłabym już jedną z tancerek Beyonce! Albo po prostu dalej tańczyłabym po Warszawskich ulicach ;)
Copyright © 2014 Byladybug.pl , Blogger