Co spakować do szpitala na Oddział Dermatologiczny?

Co spakować do szpitala na Oddział Dermatologiczny?



Dermatolog skierował Cię z łuszczycą (lub inną chorobą skóry) na Oddział Dermatologiczny? Nie wiesz co spakować? Temat niby błahy ale jakby się tak zastanowić.. nie do końca. Szczególnie, jeśli idziesz na oddział dermatologiczny na kilka dni do szpitala po raz pierwszy. Moim zdaniem te pakowanie troszeczkę się jednak różni, od takiego typowego pobytu w szpitalu, więc przygotowałam Wam szybką ściągę, by nie zapomnieć o bardziej - lub mniej istotnych rzeczach podczas pakowania się. Zaufajcie mi, byłam w szpitalu z łuszczycą już wiele razy i o wielu z tych rzeczy zapominałam 😋 Z tą listą, nigdy więcej!

Przede wszystkim, wszystko zależy od tego, w jakim celu będziesz leżeć w szpitalu. Dopiero będziesz diagnozowany? Kwalifikacja do leczenia? Hospitalizacja i tak zwane "podleczenie?". Na podstawie tego należy przygotować całą listę, bo przydatne mogą być odrobinę inne rzeczy. 
Diagnoza? Wystarczą zazwyczaj same podstawowe rzeczy. Podleczenie/kwalifikacja? Tu już potrzebujemy moim zdaniem nieco upgrade'ować naszą listę "do spakowania". Do tego posta zainspirowała mnie jednak wiadomość na Instagramie od jednej z obserwatorek, która pierwszy raz idzie do szpitala i nie wie, na co się przygotować. Pozwólcie zatem, że Wam pomogę - Zaraz ja idę kolejny raz na oddział, przygotowałam sobie już notatki co muszę ze sobą zabrać, więc z chęcią podzielę się nią z Wami! 


First things first: zapytaj o to w szpitalu: 

- na ile dni przewidywany jest pobyt na oddziale? - na tej podstawie skompletujesz chociaż orientacyjnie swój bagaż. Ja idę na 5 dni ale zawsze jest możliwość, że ten czas się wydłuży. To już jest kwestia indywidualna, która ustalana jest na miejscu z lekarzem.

- czy są jakieś wymogi, co musisz ze sobą zabrać? - u mnie przy zapisie zawsze jest zaznaczane, by mieć ze sobą szlafrok. W nim (i w bieliźnie pod spodem) chodzimy na obchód. Zapewne dlatego, by skrócić czas kontroli wszystkich pacjentów. Ale do tematu szlafroka jeszcze wrócę. 

- czy w szpitalu jest lodówka? - niestety dalej nie jest to norma, nie na każdym oddziale znajdziesz miejsce, gdzie możesz przechować swoje jedzenie. Jeżeli jest - super, masz farta :P Zabierz ze sobą to, co chcesz jeść podczas pobytu i schowaj je najlepiej w pojemnik, który będzie podpisany. Ja zazwyczaj chowałam tam warzywa, jakąś szynkę/ser/serek śmietankowy czy jogurty, by móc w ciągu dnia coś sobie dojeść. 

Umówmy się, jedzeniem szpitalnym nie idzie się najeść.. a czasem nawet nie masz za bardzo ochoty tego zjeść. Lepiej mieć zawsze coś ze sobą. Niektórzy biorą też mleko - i je podpisują, na przykład do kawy. Niewykluczone, że na oddziale będzie ogólnodostępna kawa i czarna herbata ale rzeczy jak cukier/mleko to już luksus :P 

Co jak NIE MA lodówki? To zależy.. od pory roku. Gdy ostatnim razem leżałam na oddziale (w kwietniu) produkty wymagające przechowywania w chłodnym miejscu trzymałam... schowane w reklamówce.. za oknem. 
Tak, za oknem. Przecięte przez otwierane okno, by nic nam nie wypadło. I ten patent pokazała mi pielęgniarka! Ale przy obecnych temperaturach mogłoby mi ono po prostu zamarznąć - a latem, zaparzyć się. Niektórzy zabierają ze sobą lodówki turystyczne. Brzmi jak wymysł ale ma to sens, jeśli zależy nam by mieć tego typu jedzenie ze sobą a już na pewno przy dłuższych pobytach.


Przejdźmy jednak do konkretów. Podzieliłam potrzebne mi rzeczy na kategorie:

Zdrowie:

- teczka z dokumentami. Dokumentacja medyczna, wszelkie badania z ostatniego roku (byłam już w tym szpitalu, więc jest tam już moja dokumentacja ze wcześniejszych lat), skierowanie do szpitala.

- wszystkie leki, które przyjmujesz, suplementy - również całą ich rozpiskę. Lekarz musi o nich wiedzieć, jeśli wprowadza leczenie - nawet jeśli będą to naświetlania! Mogą być przeciwskazaniem, wpływać na działanie leczenia. NIC nie ukrywamy.

- osobiście zalecam mieć ze sobą też zwykły paracetamol/ibuprofen.. kiedyś leżąc w szpitalu przeziębiłam się. Tamtejszy lekarz nie chciał mi nic dać i kazał iść do apteki i coś sobie kupić.. wyszłam okropnie chora, w dniu wypisu walczyłam z gorączką. Od tamtej pory zawsze mam coś takiego pod ręką - ale zanim je weźmiesz, zapytaj lekarza/pielęgniarki. Przy niektórych lekach musimy na nie uważać. Np. przy cyklosporynie/metotrexacie.

Ubrania:

- piżama "normalna"
w której po prostu będzie Ci wygodnie i komfortowo spać. Ja zazwyczaj wybieram długie spodnie i długi rękaw, bo często jest w szpitalach nieco chłodno. No i oczywiście bawełna/wiskoza, żadne poliestry!

- piżama "nienormalna" 😂 
Już tłumaczę! Możliwe, że podczas pobytu zlecone zostaną Ci tak zwane maści robione. Tłuste, na wazelinie. Szczególnie, gdy masz dużo zmian, warto mieć ze sobą piżamę, której nie będzie Ci szkoda więc ubrudzić i potem wyrzucić. Tu polecam szczególnie długie spodnie i długi rękaw o grubszym materiale (jeśli masz rozległe zmiany na całym ciele. Jeśli są np. tylko na nogach, możesz śmiało założyć krótki rękaw). Czasami zdarza się, że pielęgniarka da mi "szpitalną" piżamę na ten czas siedzenia w maści ale nie zawsze są one dostępne!). Potem się wykąpiesz, zmyjesz je/ i możesz ubrać się w czystą, wygodną piżamę. Serio, game changer w komforcie!


*piżama szpitalna do smarowania*

* nie masz piżamy "do wyrzucenia" w domu? Pepco, Sinsay, Primark (...) możesz tam kupić coś nawet za kilkanaście złotych lub po prostu zabierz ze sobą ubrania "po domu", np. stary tshirt i dresy, w którym już nie chodzisz - a które nie zajmą nie wiadomo ile miejsca. Ja taką piżamę zazwyczaj wyrzucałam w dniu wypisu, bo była tak tłusta, że była nie do odratowania. 

- wygodne ubrania "na oddział"
Ja zazwyczaj biorę dres lub wygodny komplet dzianinowy, w którym będę mogła pójść zarówno na dół do szpitalnego bistro/sklepiku jak i na inne oddziały w celu badań. Zazwyczaj były to RTG, USG, czasami konsultacja u Reumatologa czy innego specjalisty - wtedy warto móc się ubrać wygodnie ale też tak, by łatwo i szybko móc się rozebrać/przebrać. Polecam mieć ze sobą ciepłą bluzę - bywa chłodno na korytarzach.

- klapki
I tu polecam zdecydowanie bardziej klapki niż typowe domowe kapcie. Po pierwsze, będziemy w nich chodzić po całym oddziale, po drugie - warto jest też mieć takie, w których wejdziemy pod prysznic. Osobiście nie wyobrażam sobie tam stanąć gołą stopą (mimo wszystko, z przyzwyczajenia). Najbardziej logiczne wydają się tu myślę takie basenowe klapki, w których wygodnie wsuniemy stopę w skarpetce.

- szlafrok
Wspominałam już o nim wcześniej, w moim szpitalu zawsze proszą by mieć go ze sobą, by móc ubrać go co rano na obchód. Osobiście preferuję te dłuższe i nieco grubsze, by komfortowo móc pójść do pokoju zabiegowego (bo pod spodem będzie tylko bielizna). Czasem musisz poczekać pod pokojem na swoją kolej razem z innymi pacjentami - dlatego dla mnie krótkie i cieniutkie szlafroki odpadają. Wolę się swoim opatulić podczas tego krępującego momentu 😜 

+ oczywiście bielizna 
(również taka, którą w razie czego możemy pożegnać w przypadku ubrudzenia jej maściami), skarpetki, w przypadku kobiet wygodny stanik, z którego będziemy mogły szybko się rozebrać ale też czuć komfortowo w ciągu dnia krążąc między oddziałami. Warto też wziąć cieplejsze skarpetki, szczególnie gdy będziesz w szpitalu zimą. Zaufaj mi, bywa chłodno. 

 
Kosmetyczka:
- oczywiście pasta do zębów + szczoteczka
- szczotka do włosów
- krem do twarzy (stosuję go każdego dnia, więc w szpitalu również)
- balsam do ciała, wybieram te które szybko się wchłaniają. Użyję go zarówno po prysznicu (jak zawsze!) czy przed pójściem spać. Moja skóra woła o pomstę do nieba, gdy jej nie nawilżę, więc tak, jest to typowy produkt do zabrania ze sobą na oddział dermatologiczny. 
- żel do mycia/olejek do mycia (ja biorę taki, który użyć mogę również do twarzy!)
- czasami przydatna może też być myjka, szczególnie gdy stosowana będzie cygnolina/dziegcie, którą należy bardzo dobrze zmyć (a która brudzi nieco skórę i samą ręką i wodą może być nieco trudno)
- balsam do ust
- szampon/odżywka (wystarczą przelane do mniejszych pojemniczków, jak do samolotu) lub np. w wersji mini-size.

Jedzenie:
to bardzo indywidualna kwestia, zależna od Twoich preferencji/diety. Mimo śniadania/obiadu/kolacji w szpitalu to chodzę głodna. Zdarzy się, że któryś posiłek mi nie przypasuje lub.. będzie niewystarczający. Lub przez dość wczesną jak dla mnie godzinę kolacji, wieczorem jestem już potwornie głodna. Zabieram więc ze sobą: 

- pieczywo. Zazwyczaj mam ze sobą te Wasa/Sonko. Nie zsycha mi się tak szybko jak zwykłe pieczywo a bardzo je lubię i jest po prostu wygodne  w szpitalnym użytkowaniu.
- masła nie stosuję ale serek śmietankowy jak najbardziej, lekka szynka
- serek, zazwyczaj skyr. Super opcja to skyr + owoc, np. borówki. Mam wtedy drugie śniadanie z głowy, zdrowe i smaczne.
- owoce/warzywa. Owoce: np. jabłko, banan, winogrona. Warzywa: np. ogórek, papryka, rzodkiewka
- zawsze mam ze sobą też pieprz i sól, ale po prostu lubię przyprawione jedzenie.. i trochę polepsza te szpitalne 😋
- wafle ryżowe, biszkopty, coś do przegryzienia
- woda do picia
- herbata (ja jej piję bardzo dużo, więc biorę zieloną herbatę, earl grey a czasami i jakieś ziółka)

przykładowe zdjęcia posiłków (z zeszłego roku)


Inne:
- naczynia: kubek, talerzyk, sztućce. (do obiadu je oczywiście otrzymasz ale musisz zwrócić, więc gdy potem chcesz coś jeszcze zjeść, nóż czy łyżka mogą Ci się jeszcze przydać 😜 polecam mieć również ostrzejszy nóż/scyzoryk - bo jak widać na zdjęciu powyżej, możesz dostać pomidora, którego ciężko będzie bez niego pokroić 😜)

- koc - nie jest to opcja obowiązkowa ale ja już nie wyobrażam sobie go nie zabrać. W ciągu dnia służy mi jako narzuta na łóżko, dzięki czemu nie siedzę/leżę w dresie (w którym chodziłam po całym szpitalu) bezpośrednio na pościeli, czy podczas drzemki w ciągu dnia, które są chyba nieuniknione 😅 Od samego rana są badania, pobrania krwi itd, potem konsultacje czy zabiegi, więc pomiędzy czasami mamy chwilę, by odespać. No i lubię ciepło, więc zazwyczaj w nocy śpię i pod szpitalną kołdrą i pod tym właśnie kocem. Wybieram oczywiście taki, który nie zajmuje nie wiadomo jak dużo miejsca. Swój spakowany kupiłam w Pepco pewnie za 20zł (nie będzie mi szkoda, jeśli go przypadkiem ubrudzę tłustymi maściami).



- poduszka "jasiek" - ja po prostu lubię, gdy mam wyższą poduszkę a szpitalu raczej są płaskie. Ostatnio zapomniałam o niej i bardzo żałowałam, teraz już nie popełnię tego błędu! 😋

- książka/gazeta/krzyżówki - by zabić czas i nie siedzieć wiecznie w telefonie - zresztą, często zdarza się, że jest kiepski zasięg i nie ma wifi, więc warto mieć coś ze sobą

- słuchawki - nie znoszę, gdy ktoś na sali ogląda sobie coś na telefonie na cały regulator. Wiadomo, że przeglądamy filmy czy inne tiktoki ale słuchawki, to moim zdaniem kwestia kultury - szczególnie, że obok może ktoś chcieć spać. Ja zazwyczaj mam na telefon pobrany jakiś serial/film na aplikacji Netflixa - wtedy nie potrzebuję mieć internetu. Słuchawki więc będą jak najbardziej przydatne, by nie przeszkadzać innym.

- monety (opcjonalnie) - osobiście nie praktykuję, ale w niektórych szpitalach na sali znajdziesz telewizor. Jeśli chcesz go oglądać, trzeba za to zapłacić. Dwie kobietki, które leżały kiedyś ze mną nie wyobrażały sobie wieczoru bez "Na Wspólnej", więc wykupowały sobie do niego dostęp - jeśli dla Ciebie to również może być ważne, warto wziąć to pod uwagę. Nie zawsze jest możliwość płatności kartą 😜

- laptop/tablet - niektórzy biorą go ze sobą, choć trzeba to robić raczej na własną odpowiedzialność. Ja raczej odpuszczę, bo w szpitalu chciałabym maksymalnie wyłączyć się od trybu "praca", no chyba że... zainstalowałabym tam sobie Simsy 😜 Przyznaję, kiedyś miałam i gdy jako jedyna zostałam na sali na weekend, oglądałam na nim filmy i grałam. Bo nawet za bardzo nie masz wtedy co robić i do kogo się odezwać - w weekendy nie ma badań/konsultacji, jedynie to co może wymagać ewentualnie pomocy pielęgniarki - czyli smarowanie maściami. Zostaje więc duuużo czasu, który trzeba jakoś zabić - więc znajdź najlepszy sposób dla siebie. Ja na pewno na wszelki wypadek kupię jednak krzyżówki!

- pytania. To jest czas dla CIEBIE. Masz jakieś pytania, wątpliwości, inne objawy? Zapisz je sobie wszystkie i zgłoś je u lekarza, który będzie Cię prowadził w szpitalu. Ale serio - zapisz. Ja osobiście często zapominam o jakichś szczegółach, bo wydają mi się oczywiste a potem w tym całym zamieszaniu wypadają mi z głowy. Mam tez zawsze ze sobą (na każdą wizytę u jakiegokolwiek lekarza) kartkę, na której mam rozpisane wszelkie choroby w rodzinie. Niestety mam duże obciążenie genetyczne, więc to bardzo ważne, by to kontrolować. 

Zapisz wszelkie choroby przewlekłe/nowotwory, które były w Twojej rodzinie. Np: dziadek - rak żołądka, mama - rak szyjki macicy, tata - cukrzyca. To da lekarzowi szerszy obraz Twojego zdrowia i potencjalnych zagrożeń, których warto pilnować. A my nie zawsze o tym pamiętamy!


Uwaga! Poproś również dermatologa o badanie znamion/pieprzyków (dermatoskopem). Powinniśmy robić je raz w roku, teraz masz możliwość zrobić to od ręki, bez czekania nawet kilka miesięcy na wizytę 😊

No i przede wszystkim! Dobre nastawienie! Jeżeli jesteś w szpitalu, to znaczy, że walczysz o swoje zdrowie a to jest absolutnie tutaj najważniejsze. Wykorzystaj ten czas. Pytaj o wszystko. Nie wiesz jak stosować sterydy? Zapytaj! Nie wiesz, co powinieneś suplementować, jaką dietę stosować? Lekarze na oddziale i pielęgniarki są po to, żeby Ci pomóc. Nie bój się zadawać nawet tak zwanych głupich pytań.

Ja do dziś pamiętam, jak z uśmiechem chodziłam na "smarowanie" maściami z ulubioną wtedy pielęgniarką, wiedziałam, że poda mi jakieś nowe wskazówki na temat łuszczycy. No i nie wstydź się. Wiem, że to może być trochę krępujące, gdy np. będziesz musiał/musiała rozebrać się przed pielęgniarką, by pomogła Ci się posmarować maściami w trudniej dostępnych dla Ciebie miejscach. Też ten wstyd odczuwam, ale tylko chwilowo. Uwierz mi, nie takie rzeczy i plamki już widzieli a Ty, walczysz właśnie o remisję! 😊

Powodzenia i dużo, dużo zdrówka! 💕
Alicja Bambi 🦌



Jestem w książce! | Zaopiekuj się sobą

Jestem w książce! | Zaopiekuj się sobą

 


Premiera książki była jeszcze w 2024 roku, ale że blog był wtedy nieaktywny to.. mówię o tym oficjalnie teraz! Ja, Alicja - osoba, która kiedyś strasznie wstydziła się tego, jak wygląda jej skóra przez łuszczycę, dziś mówi o niej w książce podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem. Wow! Niezwykle się cieszę, że autorka Natalia Smęder zaprosiła mnie do tego projektu. Pamiętam jak dziś, kiedy odbyło się przedpremierowe spotkanie. Bardzo się denerwowałam. Był to gorszy dla mnie w życiu czas, w którym próbowałam odnaleźć siebie na nowo. Po rozstaniu, po znalezieniu nowej pracy. I jak już mniej udzielałam się również na moim Instagramie. Zastanawiałam się, czemu właściwie JA? 


Do dziś jestem mega wzruszona, gdy wracam myślami do tego dnia. Gdy poznałam osobiście Natalię, zobaczyłam inne osoby, które dołączyły do tego projektu w jednym głównie celu. By pomóc innym chorym. I to było coś magicznego. Każdy z nas - pacjentów czy specjalistów, chciał dołączyć swoją cegiełkę do tego, by podzielić się swoim doświadczeniem. Zupełnie bezinteresownie. Można by powiedzieć, że z tej książki nie mam nic. Bo nie dostałam za nią ,,honorarium". Ale dostałam coś znacznie cenniejszego. Możliwość przybliżenia czytelnikom temat łuszczycy oraz dać znać innym chorym, że nie są z tym problemem sami a samej łuszczycy nie powinniśmy się wstydzić. Dlatego pod tekstem tam dodanym podpisałam się imieniem i nazwiskiem



Mała Ala by nie uwierzyła. Gdy zakładałam tego bloga w 2016 roku nie zamieszczałam tu ani zdjęć twarzy ani tym bardziej swoich danych osobowych. Nie było wtedy twórców a Instagramach/tiktokach, którymi mogłabym się zainspirować. Przełamywałam lody. Stopniowo oswajałam się z chorobą i stopniowo powiedzmy, że wychodziłam z ukrycia. Małymi kroczkami przyznawałam się sama przed sobą, że te plamki na skórze to nie jakieś tam "uczulenie" - którym zawsze się tłumaczyłam, gdy ktoś zapytał o moje zmiany. Tylko łuszczyca. I czy chcę czy nie, jest to część mnie. I czas wykorzystać te doświadczenie w dobry sposób, by wesprzeć choć jedną osobę, na której miejscu byłam kiedyś i ja. 


Jest to pozycja, która powinna być w biblioteczce każdego, kto zmaga się z chorobami autoimmunologicznymi - lub dla ich bliskich, którzy chcą bardziej zrozumieć z czym się zmagają. Znajdziecie tu nie tylko temat łuszczycy. Czekają tam na Was historie pacjentów ale też rozmowy ze specjalistami. Rady, wskazówki, wyjaśnienia ale nie medycznym a ludzki, prostym językiem, które przyswoi każdy. Jeszcze raz podkreślę, jestem niezwykle dumna, że mogę być jej częścią. To świetna propozycja na prezent dla kogoś i dla samego siebie, z dowolnej okazji czy bez niej. 


link do książki *

(tu znalazłam ją najtaniej!)

[reklama]


Choroby autoimmunologiczne, o których mowa w książce to między innymi:

- Hashimoto

- Zespół Sjogrena

- Toczeń układowy

- Choroba Addisona

- Cukrzyca

- Celiakia

- Wrzodziejące zapalenie jelita grubego

- Choroba Leśniowskiego-Crohna

- Łuszczyca

- Łuszczycowe Zapalenie Stawów

- Zesztywniające Zapalenie Stawów kręgosłupa

- Spondyloartopatia osiowa

- Reumatoidalen Zapalenie stawów

- Miastenia rzekomoporaźna

- Stwardnienie rozsiane

Przeczytacie też o: dieta wegańska, ketogeniczna. O zdrowiu psychicznym, fizjoterapii czy o uprawianiu sportu. O suplementacji oraz o pielęgnacji, a na końcu znajdziecie dzienniczek - narzędzie obserwacji swojego organizmu. Wszystkiego jednak nie chcę zdradzać, dlatego sprawdźcie ją sami! 

Reaktywacja bloga! Byladybug.pl is BACK! Jak wyglądało dotąd moje leczenie łuszczycy?

Reaktywacja bloga! Byladybug.pl is BACK! Jak wyglądało dotąd moje leczenie łuszczycy?

 


Do tej decyzji musiałam.. dorosnąć? Albo po prostu zatęsknić.

Robiłam wiele podejść, zawsze od innej strony i chyba - nie od tej co trzeba. Czas najwyższy jednak wrócić do blogowania, bo to od niego WSZYSTKO się zaczęło.

Pracowałam nad tym, by blog zachował dawną, prostą formę. Z moim ADHD, skłonnościami do niekończącego się ,,overthinkingu" głęboko wierzę, że to ostatnie zmiany, jakie wprowadzam na tej stronie, choć obiecać tego nie mogę. Zwykle mam boom i genialny (przynajmniej w moim mniemaniu) pomysł o wielkim powrocie, byciu regularnym ale życie szybko to weryfikuje. Prawda jest taka, że za dużo myślę, rozkładam na czynniki pierwsze a potem chcę zjeść całego słonia od razu zamiast zacząć małymi kroczkami by powoli dojść do celu.. po czym porzucam ten pomysł bo przecież ten cel był taki daleki i nieosiągalny. Trzymam sama za siebie kciuki, by tym razem było inaczej. Tęskniłam!

To może po krótce o tym co u mnie?

Kto śledzi mnie na Instagramie @alicjabambi ten miał okazję zobaczyć chociaż 1% tego co się ostatnio działo. Na blogu jednak ostatni post jest chyba z 2022 roku, więc opowiem w skrócie i tutaj.

W trakcie przerwy mojej działalności największym wrogiem była: depresja. Było raz lepiej, raz gorzej, ale mam za sobą naprawdę ciężkie stany i długą walkę. Psycholog, potem psychiatra i dobieranie leków. Zdiagnozowano mi również zaburzenia lękowe. Było tak intensywnie, że doświadczałam ataków paniki. Nie życzę tego absolutnie nikomu. Nie wiem w sumie jaką siłą z tego w końcu wyszłam ale grunt, że póki co mam to za sobą. Nie było łatwo - ale nie ma poddawania się. 

Niestety, leku na łuszczycę, który by wyleczył do zera łuszczycę nie ma dalej. 
W międzyczasie jednak zdążyłam korzystać z takich sposobów leczenia jak:

- leczenie miejscowe (maści robione/recepturowe, sterydy)
- naświetlania lampami uvb311
- cyklosporyna
- leczenie biologiczne (dokładniej w ramach badania klinicznego leku biologicznego)
i... obecnie jestem na Metotrexacie (w zastrzykach).

Jak to znoszę? Niestety średnio. Objawy: przewlekłe zmęczenie, senność, trudności z koncentracją, bóle głowy, w dniu zastrzyku mdłości. Zastrzyk jednak biorę wieczorem, więc to co najgorsze po prostu przesypiam. Efekty: niewystarczające. W listopadzie czeka mnie kontrola, dopiero wtedy będzie można uznać, że leczenie jest nieskuteczne i szukać kolejnych rozwiązań. W moim przypadku, będzie to już prawdopodobnie kwalifikacja do leczenia biologicznego. I tu też trzymam sama za siebie kciuki! 

W międzyczasie zmieniłam też nazwę profilu: z By Ladybug (od biedronki - bo tak pieszczotliwie nazywane są osoby z łuszczycą) ale bardzo mi ona zaczęła przeszkadzać. Prawda jest taka, że owadów to ja bardzo nie lubię i nie byłam to "ja" a dużo osób miało problem z poprawnym wymówieniem tego nicku. Tak powstała Alicja Bambi

Bo tak pieszczotliwie nazywana jestem JA. Bambi, z bajki Disneya - nie raperki młodego pokolenia rzecz jasna haha. Od dziecka motyw, który towarzyszył mi na dodatkach czy piżamach.. i bardzo możliwe, że i jako dorosła kobieta wciąż mam taką piżamę w swojej szafie, którą bardzo lubię! A skarpetki z Bambi czy z Tuptusiem to jakieś moje ukryte guilty pleasure. 

Ale ,,plamki Bambi" to też stan skóry, do którego trzeba w naszym przypadku dążyć. To te odbarwienia na skórze, które mówią o tym, że remisja choroby jest blisko. To te plamki, których kiedyś bardzo się wstydziłam - a dziś, gdy je widzę to się uśmiecham i pękam z dumy. Bo tylko ja wiem ile te poświęcenia, łez, czasu i walki potrzeba było, by ze zmian łuszczycowych pojawiły się właśnie one.
Nikt mi więcej nie wmówi, że są one w jakiś sposób szpecące. Są częścią mnie.




Social media to PRACA


W życiu prywatnym pracuję w marketingu i zajmuję się social mediami. Tym samym niestety mój zapał by zadbać o swoje kanały trochę spadł, ale nie narzekam. Wierzę, że dzięki blogowi, gdzie nie muszę planować tak publikacji jak w przypadku nagrań reelsów czy przygotowywania infografik, dostanę wiatru w żagle i wrócę do regularnego tworzenia treści również na Instagrama. Baaardzo bym chciała, ale znam siebie na tyle by wiedzieć, że bardzo mnie on ostatnio przytłacza. Motywacja spadła z wielu względów. Ale będę z tą motywacją walczyć! IG jest jednak bezlitosny i gdy przestajesz regularnie publikować.. właściwie do zera, do zera też spadają twoje zasięgi. A niestety bez zasięgów działalność na tej platformie troszkę przestaje mieć sens. To znaczy.. sens zawsze jest! Ale zwyczajnie przestaje Ci się chcieć za to zabierać jeszcze zanim się faktycznie zabierzesz. To troszkę tak, jakbyś miał iść do pracy i nie był pewien czy w ogóle ktoś tę pracę "zobaczy". If u know what i mean!


Dlatego Wasza obecność oraz aktywność jest TAK ważna. Nie dla zasięgów samych w sobie, ale bym wiedziała, że jest w tym sens! :P I bym wiedziała, co naprawdę stwarza Wam problem. Jakie tematy najbardziej Was interesują. Każda wiadomość jest dla mnie niezwykle cenna i nie ukrywam, że to przez nie tak bardzo chcę wrócić do mojej działalności w internecie i niejedną łezkę uroniłam czytając je w chwilach zwątpienia. Choruję już ponad 20 lat na łuszczycę, więc doświadczenie z nią mam niemałe i bardzo chętnie się nim podzielę. Jestem ogromnie wdzięczna, że mimo tych prób, wielu przerw itd. wciąż ze mną jesteście, więc możecie spodziewać się rozdań paczek kosmetyków na moim Instagramie - w ramach podziękowań. Wystarczy być aktywnym. Doskonale kojarzę profile, które są ze mną już dłuższy czas i mam nadzieję, że kiedyś odwdzięczę się w jakiś ekstra sposób. Tylko najpierw go wymyślę. 


Dziękuję, jeśli przeczytaliście ten tekst. Naprawdę: tęskniłam!

Alicja

Pssst. Tu w wersji wideo o tym co ostatnio działo się u mnie - ale w trochę innej formie. Nie zapomnijcie mnie zaobserwować, to dla mnie bardzo ważne. 

Kosmetyczni ulubieńcy 2021 roku - pielęgnacja przy łuszczycy i nie tylko

Kosmetyczni ulubieńcy 2021 roku - pielęgnacja przy łuszczycy i nie tylko

Nadszedł moment na podsumowanie kosmetyczne zeszłego roku. To co musicie wiedzieć to to, że testuję naprawdę całą masę kosmetyków. Wybrałam do tego wpisu te, które pokochałam zwykle od pierwszego użycia i wiem, że zostaną ze mną na dłużej. Polecam je zarówno przy pielęgnacji skóry łuszczycowej jak i tej bez większych problemów skórnych. Doradzałam je również koleżankom, które o istnieniu łuszczycy wiedzą tylko przez moją blogową działalność ;)


Balsamy do ciała



  • Oillian Med balsam intensywnie natłuszczający

Do kupienia w: 
apteka, ebe, superpharm, drogeria natura i online. 

To tak zwany bardziej treściwy balsam, daje cudowną ulgę - np. po naświetlaniach uvb czy na swędzącą skórę. Najszybciej zużyty balsam w tym roku - bo tak go polubiłam! Otrzymałam go w paczce PR i bardzo chętnie kiedyś do niego wrócę. 

  • Cerave balsam nawilżający

Do kupienia w: 
apteka, superpharm, kontigo, online

Jakbym miała zabrać jeden kosmetyk na bezludną wyspę.. to bardzo prawdopodobne że to byłby ten balsam! Dlaczego? Sprawdzi się zarówno do ciała jak i do twarzy! Nie zapycha, super nawilża i szybko się wchłania jak na taką bogatą jak dla mnie formułę.

  • SVR nawilżające mleczko Xerial 10
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, kontigo, online

Kolejny kojący balsam, tym razem z 10% mocznikiem. Jest to bardzo gęste mleczko, które potrzebuje nieco dłuższej chwili by się wchłonął ale warto poczekać. On również daje ulgę skórze. Jeśli miałabym go porównać go do jakiegoś produktu pod kątem konsystencji to byłyby to: Oillian balsam natłuszczający (o którym pisałam wyżej) i La Roche Posay Lipikar AP+ - który również uwielbiam!

  • Cerave SA balsam wygładzający
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, kontigo, online

Na delikatne ściąganie łuski - zawiera kwas salicylowy ale również ceramidy i kwas hialuronowy które odpowiadają za ochronę bariery naszej skóry i odpowiednie nawilżenie. Mówiłam o nim na YouTube. Ale uwaga przy rankach, może nieco szczypać!



Kremy do ciała i twarzy 


  • Poldermin Hydro krem
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, online

Ten krem podpowiedziała mi jedna z obserwatorek! Bardzo fajny krem do zmiękczenia skóry. Taki klasyk, który warto mieć w swojej łuszczycowej kosmetyczce - i nie tylko! Podobny do Medidermu i Multidermu. Lekki i w przystępnej cenie.

  • Multiderm krem
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, online

Odkryłam go przez przypadek chcąc kupić klasyczny Mediderm. TEN jest chyba nawet lepszy bo ma nieco delikatniejszą formułę, Bardzo szybko się wchłania - idealny do porannego nawilżenia lub jak u mnie - na wyjazdy!

  • Miya olejkowe serum do ciała
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, hebe, kontigo, drogeria natura, online

Świetny zamiennik olejków jeśli nie lubisz tej tłustej warstwy które długo się wchłaniają - choć wciąż jest dość treściwy. Tak go polubiłam, że polecałam go wszystkim koleżankom!

  • Zinalfat krem regenerująco - kojący
Do kupienia w: 
apteka, superpharm,  online

To moje odkrycie grudnia dzięki dermatologowi. Dostałam go jako ,,zamiennik" maści cholesterolowej - fajna opcja choć niestety mało wydajna/ekonomiczna ALE super sprawdzi się na twarz a nawet... na zajady!

Kąpiel



  • Mydlarnia Cztery Szpaki Mydło w płynie
Do kupienia w: 
online

Co miałam powiedziec na jego temat to już powiedziałam. Najlepsze mydło dziegciowe. Kropka. Na moim profilu i byladybug.pl znajdziecie jego pełną recenzję:

  • Dexeryl emolientowy krem myjący
Do kupienia w: 
apteka, online

Ten produkt do mycia ciała jest ze mną już któryś rok - regularnie do niego wracam czy mam obecnie zmiany łuszczycowe czy też nie. Ulubiony!

Skóra głowy


  • Hairy Tale Cosmetics Szampon
Do kupienia w: 
online

Nie jest to typowy produkt na łuszczycę skóry głowy ALE jest super do wrażliwej skóry głowy, nawet tej podrażnionej.. podobnie sprawdzi się do mycia ciała (a nawet podobno twarzy!). Do tego cudnie pachnie cukierkami, miła odmiana!

  • Pharmaceris płyn keratoliczny
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, online

Bardzo go polubiłam za lekką i płynną formułę - i wygodną aplikację. Spsikuję nim skórę głowy (przy łuszczycy), wmasowuję, zostawiam na noc - i nie martwię się o zatłuszczoną poduszkę. Ma delikatne działanie ale warte wypróbowania.


Twarz



  • Cerave Oczyszczający żel do mycia
Do kupienia w: 
apteka, superpharm, kontigo, online

Tak, wiem. Znowu Cerave. Ale nic nie poradzę że pokochałam tę markę. Stosuję ten żel do mycia twarzy od marca.. i nadal go mam (przy używaniu go codziennie!). Jest oczyszczający ale zarówno bardzo delikatny dla skóry. Gdy go skończę chcę przetestować też inne wersje tego żelu: nawilżający i wygładzający. 

  • Basiclab serum zmniejszający niedoskonałości
Do kupienia w: 
superpharm, kontigo, hebe, online

Nie wiem czy pomógł mi również na zmiany na twarzy.. ale jak już mówiłam nie stosuję nic SPECJALNEGO na pojedyncze plamki łuszczycowe a znikają - i jestem pewna że to dzięki mojej regularnej pielęgnacji. Super do walki z niedoskonałościami, rozszerzonymi porami a podobno nawet zmianami trądzikowymi! Zawiera niacynamid, który ostatnio zyskuje na popularności!



  • Tołpa krem do twarzy
Do kupienia w: 
superpharm, hebe, online

Gdy skończyłam pierwszą tubkę poszłam do drogerii i kupiłam od razu drugi! Super krem po którym rzeczywiście czułam nawilżenie - nawet kiedy miałam podrażnioną skórę!

  • Apis dotleniająca maska algowa
Do kupienia w: 
kontigo, online

Z tą maską zostanę na długo.. choć kusi mnie by przetestować też inne warianty tych masek algowych! Mieszacie z wodą mineralną, nakładacie na twarz i potem delikatnie ją ściągacie. Po żadnej maseczce nie czułam takiego DOTLENIENIA skóry. Planuję dokupić większą i przetestować na ciało!


Miejsca przyjazne łuszczykowi. Basen solankowy w Aqua Spa Kabaty

Miejsca przyjazne łuszczykowi. Basen solankowy w Aqua Spa Kabaty


Długo kazałam Wam czekać na tę serię. Odkładałam ją i odkładałam ale przez własne doświadczenia stwierdziłam, że czas najwyższy podzielić się z Wami ciekawymi miejscami przyjaznymi dla osób z łuszczycą - i nie tylko. Mam nadzieję, że wskażę Wam ciekawe miejsca warte odwiedzenia przy najbliższym wolnym popołudniu czy weekendzie. 


#MiejscaPrzyjazneŁuszczykowi #Byladybugpoleca 

Zaznaczę oczywiście że każdy przypadek jest inny. Miejsca te będę polecać Wam bazując na moich doświadczeniach, na reakcjach mojej skóry. To, że coś się u mnie sprawdziło, było ok nie musi oznaczać że u Was będzie podobnie. Jak niestety z każdą jedną ,,polecajką" kosmetyczną. 

Chcę Wam dzięki tej serii pokazać, że nie zawsze musimy rezygnować z pewnych aktywności czy przyjemności. Dziś na tapetę biorę temat basenów i zacznę od króciutkiej historii. 


Jako mała dziewczynka byłam bardzo aktywna. Uwielbiałam wszelkie aktywności sportowe, wszędzie było mnie pełno. Chodziłam do szkoły sportowej (podstawówka + gimnazjum) i jedną z dyscyplin sportowych, których próbowałam w tamtym okresie było pływanie

Był to czas kiedy miałam już za sobą wysyp łuszczycy. Po pierwszym pobycie w szpitalu w wieku 8 lat podczas remisji miałam znaczne przebarwienia i zadrapania na nogach, które o ile dobrze pamiętam wyglądały jak siniaki. Z tego też powodu bardzo wstydziłam się przebierania na lekcjach wychowania fizycznego a co dopiero latania w kostiumie kąpielowym po basenie. Jak już byłam na lekcjach pływania to biegiem wskakiwałam do wody i z niej nie wychodziłam - bo nie było tam widać moich "poobijanych nóg". Prawda jest jednak taka, że bardzo się wtedy do pływania przez to wszystko zraziłam - na tyle, że w wieku dorosłym i po mniej przyjemnych epizodach związanych z wodą unikałam pływania i wchodzenia do wody jak ognia. Ale dziś nie o tym! 


Ileż to razy odmawiałam sobie pójścia na basen czy aqua parku. Raz że na nogach plamy które tam trzeba trochę wyeksponować to dwa - nie ma co się oszukiwać, woda chlorowana jednak mi tę skórę podrażniała. Swędziała, czasem piekła.. po wyjściu uczucie ściągnięcia - no nic przyjemnego. Trafiłam jednak po wielu latach na wspaniały zamiennik i nie wiem, kiedy wrócę na ,,zwykłą" pływalnie! Dziś opowiem pokrótce o jednym z nich. 


Aqua Spa Kabaty w Warszawie

Jeszcze w wakacje otrzymałam od tej pływalni karnet by móc te miejsce sprawdzić dla Was i mogę chyba śmiało powiedzieć, że jest to moje odkrycie roku. W czym tkwi fenomen tego miejsca? Otóż pływalnia ta ma tak zwany basen solankowy - woda w nim jest wzbogacona solą kamienną z kopalni w Kłodawie a w jacuzzi króluje sól z morza martwego. 

Kąpiele solankowe często są zalecane jako dodatek do leczenia łuszczycy. Nie traktowałabym chodzenia na basen jako terapii leczniczej - ponieważ w przypadku kąpieli przepisanych przez lekarzy mamy jednak inne stężenia i nie powinniśmy tego zupełnie stawiać na równi ALE jest to wspaniały zamiennik zwykłego chlorowanego basenu, który z pewnością nie ma działań dobroczynnych. Raz że chlor wysuszał mi skórę to włosy również. Dlatego zawsze jednak go unikałam. Tu pierwszy raz pomyślałam, że może warto zainteresować się powrotem do lekcji pływania - i na pływalni spokojnie możemy się na takie zapisać. W ofercie znajdziemy również aqua areobik czy float fitness.



No dobra ale co z poczuciem ,,trędowatości" na pływalni?

Poszłam tam w dniu, kiedy miałam wcześniej naświetlania. Po lampach moje zmiany są dużo bardziej czerwone niż na co dzień - wobec czego gwarantuję, że moje zmiany były BARDZO widoczne. Z uwagi na charakter pływalni - basen z wodą solankową słyszałam, że można spokojnie dość częśto spotkać tam inne osoby z chorobami skórnymi takimi jak atopowe zapalenie skóry, czy właśnie łuszczyca. Osobiście nie widziałam nikogo z podobnymi zmianami do moich ale nie odczułam, by ktoś na mnie patrzył tam z niesmakiem czy większym zdziwieniem - a były wtedy zarówno osoby prowadzące zajęcia z nauki pływania, uczniowie - raczej starszej daty niż młodszej jak i rodzice dzieci taplających się w basenie. Musimy jednak niestety zawsze mieć z tyłu głowy, że ktoś może się pierwszy raz spotkać ze skórą wyglądającą nieco inaczej. Ale nie wpadajmy wtedy w panikę. Łuszczyca dopiero zaczyna być poruszana w mediach, jest jeszcze wiele osób, które nigdy się z nią nie spotkały i nie wiedzą nic na jej temat. Mogą więc być nieco zszokowani na jej widok. 


Jak zareagowała moja skóra?

Cały pobyt tam nie mogłam wyjść z podziwu, że w końcu nie swędzi mnie skóra jak tylko wyjdę z wody. Posiedziałam zarówno w jacuzzi, w basenie ale odwiedziłam też saunę parową. Moja skóra czuła się naprawdę dobrze! Nie była wysuszona a miękka, również następnego dnia. Podobnie zachowywała się skóra mojego chłopaka - nie ma większych problemów ze skórą ale często ma bardzo wysuszone dłonie. Po powrocie do domu również mógł pochwalić się tam miękką skórą! Gdybym tylko miała możliwość - to chodziłabym tam chociaż raz w tygodniu. Ale nie należy zapominać o nawilżeniu skóry po. Woda to woda a tu jeszcze mamy ją połączoną z solą. Po każdej kąpieli nawilżamy skórę!




Niewątpliwym plusem pływali Aqua Spa Kabaty jest to, że obowiązują na niej zapisy. Unikniemy tłumów, możemy się naprawdę zrelaksować. Miejsce jest raczej małe ale jak dla mnie wystarczające. Na miejscu mamy basen z kilkoma torami do pływania połączony z mniejszym basenem z biczami wodnymi, jacuzzi i dwie sauny - parową i suchą. Jeśli chodzi o dojazd to wystarczy, że dojedziemy na miejsce metrem. Wysiadamy na stacji ,,kabaty" i idziemy do miejsca docelowego max 5 minut.

Minusem może być brak honorowania karty multisport ale ceny nie są na tyle wysokie by przez to rezygnować z odwiedzin. Szczególnie, że mało jeszcze mamy takich miejsc w naszym kraju.


Zachowałabym ostrożność w przypadku, gdy mamy otwarte rany, zadrapania czy skłonności do pękania zmian - która pojawia się często przy ostrej łuszczycy. Zanim pójdziecie na basen (czy to solankowy czy chlorowany), zasięgnijcie opinii swojego lekarza.



Jakie właściwości mają kąpiele solankowe?

- kojące

- redukujące zmarszczki - pomagają zapobiegać przedwczesnemu starzeniu się skóry

- wspomaganie chorób dermatologicznych - przyśpieszają procesy regeneracyjne

- przywracają jędrność i wygładzenie 

- likwidujące obrzęki

- wspomagają walkę z cellulitem 

- łagodzą bóle reumatyczne i bóle stawów


Pst. Post NIE jest sponsorowany. W ramach pokazania Wam tego miejsca otrzymałam karnet - nie miałam jednak wobec tego żadnych zobowiązań. To moja osobista decyzja, że podzieliłam się z Wami opinią na temat tej pływalni. Zapomniałam zrobić zdjęć zmian, które mam głównie na poziomie łydki-piszczele. Nadrobię i dorzucę tu i na mojego instagrama @byladybug.pl następnym razem :)

Recenzja by Ladybug – Mydło dziegciowe w płynie Mydlarnia Cztery Szpaki

Recenzja by Ladybug – Mydło dziegciowe w płynie Mydlarnia Cztery Szpaki



W ostatnim poście powiedziałam Wam co nieco o stosowaniu preparatów dziegciowych w leczeniu łuszczycy opisując czym one właściwie są. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją właśnie jednego z takich produktów.

 

Na ten kosmetyk trafiłam zupełnie przypadkiem. Stwierdziłam, że chcę spróbować włączyć do swojej pielęgnacji produkt na bazie dziegciu i.. znalazłam właśnie ten w formie płynnej. Choć mydła klasyczne w kostce dobrze na mnie działały to ich stosowanie nie było już takie przyjemne. Trzeba było się trochę namachać by dobrze namydlić kostką całe ciało (nie używam żadnych gąbek czy myjek, bo uważam że jest to idealne środowisko dla bakterii i ich zwyczajnie unikam) a dodatkowo mając teraz porównanie zapach po użyciu kostki był znacznie bardziej intensywny w łazience nawet po kąpieli.

 

Tu mamy ten niezbyt przyjemny zapach zamknięty szczelnie w szklanym opakowaniu. Dzięki temu zapach nie wydostaje się z opakowania w momencie gdy go nie używamy. Przyznaję, że po prysznicu zapach jest w łazience odczuwalny jeszcze przez jakiś czas… ale przykładowo następnego dnia już go nie wyczuwam. Woń mydła w kostce wyczuwałam każdego dnia aż do jego zużycia.

 

Co to jest za produkt?

O samym dziegciu więcej możecie przeczytać tutaj: LINK


Jakie ma działanie?

- odkażające

- przeciwświądowe

- przeciwzapalne

- przeciwgrzybiczne

- keratoplastyczne (działa złuszczająco na łuskę charakterystyczną przy łuszczycy)

 

Cena? Ok 37zł kupić można: tutaj

 

Oprócz dziegciu w składzie znajdują się również:

Gliceryna roślinna – nawilża i zmiękcza skórę

Betaina kokamidopropylowa – działa oczyszczająco, kondycjonująco i zmiękczająco

Olej kokosowy – odżywia i działa przeciwbakteryjnie

Oliwa z oliwek – podtrzymuje optymalny stopień nawilżenia

 

I oczywiście dziegieć, który w składzie jest na ostatnim miejscu. Dzięki temu, że oprócz dziegcia mamy również inne składniki o działaniu nawilżającym/odżywiającym skóra nie jest tak podrażniona jak po typowym dziegciowym produkcie - a w moim odczuciu jest wręcz ukojona.

Dla kogo jest ten produkt?

Idealnie sprawdzi się przy takich schorzeniach jak łuszczyca, silny łupież, łzs czy egzema.

 



Ogólnie oceniam go na plus i trafia do moich zdecydowanych ulubieńców - nie wiem czy po tym produkcie sięgnę jeszcze po zwykłe mydło dziegciowe w kostce. Jestem na tak! 

Dziegieć w leczeniu łuszczycy

Dziegieć w leczeniu łuszczycy


 Dziegieć to bardzo popularny - i stary składnik w leczeniu łuszczycy. Często jest używany np. w szpitalach podczas hospitalizacji podczas leczenia miejscowego. Ale czym właściwie są te dziegcie?


Dziegcie to produkty uboczne destrukcyjnej karbonizacji i destylacji:

  • węgla (dziegieć węglowy)
  • drewna (dziegieć drzewny)
  • kory brzozy (dziegieć brzozowy)
Były stosowane od lat w różnych schorzeniach dermatologicznych - również w łuszczycy i łuszczycy skóry głowy. Wielu pacjentów jednak z nich rezygnowało ze względu na trudności leczenia w warunkach domowych. Dlaczego? Cóż, charakteryzują się one dość niemiłym, intensywnym zapachem (coś podobnego do smoły, wędzonki?) oraz uporczywym brudzeniem ubrań. 

Niestety badania in vitro oraz badania na zwierzętach wykazały ich potencjalne działanie rakotwórcze. Z tego powodu zostały wycofane i nie mogły być rekomendowane jako tak zwana terapia pierwszoplanowa.

Obserwacje u ludzi leczonych dziegciem na schorzenia dermatologiczne nie potwierdziły jednak zwiększonego ryzyka rozwoju nowotworów. Obecnie dziegcie dostępne są głównie w szamponach i produktach do mycia ciała, które stosunkowo krótko trzymamy na skórze. 


Dziegieć - właściwości 
  • antyseptyczne
  • grzybobójcze
  • przeciwzapalne
  • delikatnie złuszczające naskórek
  • zmniejszające łuszczenie skóry 
  • łagodzące świąd 

Dziegcie - stosowanie

Należy zachować umiar. Długie ich stosowanie (powyżej 6 tygodni) powinno być skonsultowane z lekarzem. 

Wykazują działanie fotouczulające. Powinniśmy więc chronić obszar leczony dziegciem przed promieniami słonecznymi (również lampami PUVA!).

Nie są zalecane u kobiet w ciąży - wykazują bowiem działanie teratogenne.


Jakie produkty z dziegciem w składzie lubię?



  • Mydło w płynie - Mydlarnia Cztery Szpaki 500ml (ok 37zł)
  • Mydło w kostce - Mydlarnia Cztery Szpaki (ok 23zł)
  • Krem Psoritar Intensive - Pharmaceris (ok 34zł)
  • Szampon z dziegciem - Paraderm (ok 25zł) 
Maści dziegciowe (recepturowe) może również wypisać lekarz dermatolog. Wtedy apteka na zlecenie lekarza sama przygotowuje taką maść według receptury wskazanej przez lekarza. By dowiedzieć się więcej, zapytaj swojego dermatologa o recepturową maść dziegciową.

Jakich składników szukać w kosmetykach przy łuszczycy?

Jakich składników szukać w kosmetykach przy łuszczycy?

 Odpowiednia pielęgnacja zapobiegająca wysuszeniu skóry to podstawa. Prawidłowo dobrana do potrzeb naszej skóry może nawet wspomóc leczenie ogólne. 

Nie musimy kupować tylko i wyłącznie dermokosmetyków z wielkim napisem ,,łuszczyca" - aczkolwiek wiadomo, warto na nie zwrócić uwagę bo zostały stworzone z myślą właśnie o skórze łuszczycowej. Nie tylko w aptekach ale i w drogeriach możemy znaleźć ciekawe produkty do pielęgnacji. 



Redukcja nadmiernej warstwy łusek - złuszczanie

- mocznik (10%-50%) 

- dziegieć

- alfa-hydroksykwasy i beta-hydroksykwasy (AHA BHA np. kwas salicylowy, kwas glikolowy)


Humektanty - wiążą i zatrzymują wodę w warstwie rogowej naskórka

- gliceryna (2-10%)

- aloes (działa łagodząco)

- kwas hialuronowy

- kwas mlekowy

- niacynamid (prowitamina B3)

- panthenol (prowitamina B5)

- mocznik (2-10%) 


Składniki odbudowujące barierę lipidową. Ich rolą jest uzupełnianie deficytów miedzykomórkowych lipidów

- cholesterol

- ceramidy

- nienasycone kwasy tłuszczowe (np. olej konopny, olej jojoba i z ziaren wiesiołka, wosk pszczeli)


Emolienty - tworzą na skórze tak zwaną okluzję. Efektywnie zabezpieczają przed utratą wody.

- oleje roślinne (np. słonecznikowy, makadamia, ze słodkich migdałów, awokado)

- niektóre oleje zwierzęce (np. lanolina)

- witamina A 

- witamina E

- mocznik (do 10%)

- masło shea

- d-panthenol


Inne składniki warte naszej uwagi

- sole (np. z morza martwego, epsom, jodowo-bromowa)

- solanka siarczkowa

- czarne błoto z morza martwego

- skwalen

- ichtiol


Copyright © Byladybug.pl , Blogger