Kim Kardashian-West i jej KKWBODY na łuszczycę?

Kim Kardashian-West i jej KKWBODY na łuszczycę?

Słyszeliście już o nowym produkcie Kim Kardashian West? Wypuściła właśnie między innymi do swojej linii kosmetyków KKW podkład do ciała KKW BODY.
Karsashianka wyznała, że używa go do zakrywania zmian łuszczycowych na swoim ciele i pokazywała na filmikach krok po kroku cały efekt. Makijażysta Kim - Mario, również pokazywał jak smaruje jej nogi by osiągnąć oczekiwany efekt.

Instagram.com/kimkardashian

W internecie wybuchła burza. Zwolennicy kontra przeciwnicy zakrywania niedoskonałości na ciele. Ale czy słusznie?
Moim zdaniem wszystkim żyłoby się łatwiej gdyby skończyło się jedno wielkie doszukiwanie się różnic i podejść do wielu spraw. Jeden może nie mieć problemu pokazywać plamek na ciele, dla innego nawet jedna zmiana na ciele może powodować ogromy dyskomfort i brak pewności siebie.
Dlaczego więc mamy krytykować, gdy ktoś chce zakrywać zmiany? To tylko i wyłącznie jego sprawa! #dajsieodkryc nie zawsze jest łatwe, nawet dla osoby, która akceptuje swoją chorobę.

kkwbeauty.com

Ja jestem tutaj i na instagramie by mówić głośno o łuszczycy. By biedronki wiedziały, że nie są same i dzielić się swoimi doświadczeniami. Internet jest pełen retuszowanych zdjęć, i prawdziwości tam brakuje. Ale o ile nie popieram photoshopa to dlaczego miałabym mieć coś przeciwko zakrywania zmian na skórze podkładem? Ważne jest to, jak czujemy się sami ze sobą. Jeśli danego dnia chcemy pokazać nogi bez zwracania uwagi na chorobę, to w sumie dlaczego nie? Wydaje mi się, że lepsze to niż kiszenie się w czterech parach rajstop.. znam ten ból ;)
Kim Kardashian mówi bardzo często o chorobie, pokazując w internecie od czasu do czasu jak się z nią zmaga. Dzięki temu ludzie słyszą, że nawet piękny (pojęcie względne, wiadomo) i bogaty może mieć łuszczycę. Nie zamiata tematu pod dywan i nie raz pokazywała się też z nimi publicznie. To bardzo, bardzo istotne! Założę się, że niejedna sławna osoba znalazłaby się jeszcze, która zmaga się z chorobami skóry i ukrywa ten fakt jak może. Kim, która bardzo dba o swój wizerunek, jest dla wielu wyznacznikiem piękna mówi otwarcie, że ma łuszczycę. Tego żaden podkład do ciała nie może jej odebrać ;)

Nie byłabym sobą gdybym nie poruszyła w tym wszystkim swojej historii.
Gdy zaleczyłam łuszczycę kilka lat temu po miesiącach ukrywania się pod długimi ubraniami marzyłam,  by móc poczuć się ,,normalna" i odkryć nogi. Zmagałam się jednak z typowymi przebarwieniami po leczeniu. Białe kropki wszędzie wyglądały dziwnie. Co innego gdy mamy kilka plamek - one nie zrobią różnicy. Ja miałam kropka obok kropki. Chciałam więc to zakryć. Używałam wtedy rajstop w spray-u. Pamiętam, że nie wyrównały w 100% kolorytu skóry ale dla mnie to i tak wystarczyło. Było lepiej. Nie mam wielu zdjęć, bo wszystkie takie zdjęcia utknęły na dysku starego laptopa, ale zachowałam go, więc jak tylko ogarnę jak mogę odtworzyć te rzeczy i coś tam będzie to na pewno się z Wami podzielę.
Dlaczego jednak gdy pytacie mnie w wiadomościach czym możecie zakryć plamki nie mówię o tym? Bo paskudnie mi wysuszało to skórę. To była opcja na jeden/dwa dni ale nie na codzienne używanie. Chyba, że na totalnie zdrową już skórę. Nie polecam więc tego na skórę zajętą zmianami łuszczycowymi, nawet już podleczonymi.



Mimo to, chętnie bym spróbowała nowego produktu od Kim. Z czystej ciekawości i by mieć na ,,czarną godzinę" bo wiadomo, że na co dzień to raczej byłoby ciężko.
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Skoro ukrywamy pryszcze na buzi, to czemu nie możemy ukryć plamek na ciele? Jedynie cena nieco odstrasza.. Zestaw z dedykowanym do podkładu pędzelkiem kosztuje 65$ a sam Skin Perfecting Body Foundation 45$ - co daje ok. 170zł.

Moja pielęgnacja twarzy

Moja pielęgnacja twarzy

Na instagramie wiele z Was zadawało mi pytania na temat mojej pięlęgnacji skóry twarzy. Jako, że zaczęło ich pojawiać się coraz więcej za Waszą namową postanowiłam napisać ten post by ciut dokładniej móc o tym opowiedzieć niż w wiadomościach prywatnych na insta.
Chciałabym zaznaczyć, że nie jestem specem od dermatologii i kosmetykologii. Po tego typu wiedzę polecam skierować się do ludzi zajmujących się tym tematem zawodowo. Ja z czasem po prostu trafiłam na kosmetyki, których jestem pewna i do których zawsze wracam (bo chęć próbowania nowych rzeczy często wygrywa jak to u typowej kobiety).

Łuszczyca moją twarz raczej na szczęście omija. miałam może dwie plamki, które gdzieś już zaniknęły. Do tego używałam nieocenioną maść Protopic - choć przyznaję, o tym kroku czasem zapominałam jeśli posiałam gdzieś tubkę.  Skórę mam teraz raczej normalną w kierunku mieszanej (Czasami pojawiają się zaskórniki w strefie T). Choć po powrocie na lampy biorę też pod uwagę opcję ,,wrażliwa", bo przy tak intensywnym opalaniu trzeba zwrócić uwagę na niektóre składniki w kosmetykach. Np. kwasy, są wykluczone. Od kiedy zmieniłam moją pielęgnacje na te kilka etapów nie mam też większych problemów z cerą. Jedynie w czasie miesiączki wyskoczy jakiś nieprzyjaciel - ale wtedy olejek rycynowy przychodzi z ratunkiem i po sprawie :)




Pielęgnacja twarzy to dla mnie bardzo ważny punkt dnia, wręcz rytuał - ale też ogromna przyjemność! Zarówno ta poranna jak i wieczorna. Jeżeli chcemy mieć zadbaną skórę, trzeba poświęcić jej trochę czasu, pamiętać o systematyczności i nie pomijać tych ważniejszych kroków.
Słyszeliście o pielęgnacji koreańskiej? Po książce ,,Sekrety Urody Koreanek" autorstwa Charlotte Cho absolutnie oszalałam na jej punkcie. By przedstawić Wam dobrze 10 kroków, które są wskazane w danej lekturze, wstawiam z niej grafikę idealnie pokazującą każdy etap.
Stosuję większość z nich od dłuższego czasu - pojedyncze ewentualnie zmieniam dla siebie i swoich potrzeb. Kroku 5 na przykład nigdy nie wypróbowałam ale jeśli tylko jakaś ciekawa esencja trafi w moje ręce.. nie omieszkam jej wypróbować! W Kroku 6 obecnie używam naturalnych olejków. Reszta właściwie się zgadza, choć totalnie się nad tym nie zastanawiam. Kiedy zrozumiemy, czego powinno się używać, dlaczego i w jakiej kolejności, staje się to oczywiste. Zacznę może od opisu jak to wygląda u mnie!



Pielęgnacja poranna



Pierwsze co robie po przebudzeniu i wstawieniu wody na herbatę (zieloną!) to przemywam twarz zimną woda by się obudzić i poprawić mikrokrążenie. Następnie myję twarz płynem/żelem. Obecnie jest to Żel Micelarny Fresh Juice marki Bielenda. Jest to moje ostatnie odkrycie, bo w ogóle nie mam uczucia ściągniętej skóry i nie wysusza jej! Przy tym wszystkim bardzo słodko pachnie - kwestia gustu - mi  akurat on ani nie przeszkadza ani nie powala.


Kolejnym krokiem jest tonik - używam go absolutnie zawsze kiedy używam wody na skórę twarzy (lecz nie tylko wtedy) - czyli również po wyjściu spod prysznica. Tonik pozbywa się zanieczyszczeń na skórze, odżywia i tonizuje. Istotne jest to, by po całej nocy spania oczyścić skórę z potu, nadmiaru sebum i resztek kosmetyków nałożonych poprzedniego wieczora.
Mój ulubiony od wielu miesięcy to ten nawilżający marki Caudalie. Nie jest najtańszy ale działa cudnie, widzę ogromną różnicę po regularnym stosowaniu i jest bardzo wydajny. Butelka 200ml starczyła mi chyba na pół roku. To zdecydowanie mój ulubiony kosmetyk i chyba prędko nie wymienię go na żaden inny.
Aha - przestałam używać do niego wacików, które tylko szybciej ,,zjadają'' produkt. Wyciskam tonik bezpośrednio na rękę i wklepuję delikatnie w skórę twarzy, szyi i dekoltu.


Czas na krem! Tutaj nie jestem obecnie przyzwyczajona do żadnego konkretnego. Niedawno skończyłam Ultra-Hydrating Energy-Boosting od Origins. Bardzo przyjemny, szybko się wchłaniał - lecz cena ciut odstrasza. Tak to używam zależnie co mi wpadnie w ręce. Super, jeżeli skład jest naturalny. Bardzo lubię na przykład markę RESIBO. Gdy się wchłonie, nakładam krem z filtrem - najczęściej SPF 30. Jestem w trakcie poszukiwania czegoś godnego uwagi, więc nie polecę Wam jeszcze niczego konkretnego.




Pielęgnacja wieczorna


Wieczór to czas oczyszczania. Zaczynam oczywiście od demakijażu. Tutaj od lat używam oleju kokosowego! Olej świetnie rozpuszcza makijaż (tusz do rzęs również) a tym samym nie wysusza i nie podrażnia mi skóry. Zauważyłam ogromną różnicę w kondycji mojej buzi. Kiedyś kupowałam go tylko w sklepach z ekologiczną żywnością, teraz biorę duży słoik w biedronce. Działa tak samo, różnicy nie widzę - chyba, że w portfelu ;)


Olej mimo, że rozpuszcza makijaż świetnie, to nie zmyje go do końca. Sięgam po mleczko do demakijażu - obecnie ten marki Bielenda. Nabieram go na dłoń a następnie rozsmarowuję po całej twarzy. Następnie ściągam wszystko wacikami. Tu resztki makijażu powinny już zniknąć całkowicie ale i tak sięgam po żel do mycia. Po nim peeling (jakieś 2 razy w tygodniu) i oczywiście tonik - kosmetyki te same co rano.



Po toniku raz/dwa razy w tygodniu sięgam po maseczkę. Jaką, zależy od tego czego w chwili obecnej potrzebuje moja skóra. Jeżeli oczyszczenia, najczęściej sięgam po Glinkę ghasoul. Jeżeli nawilżenia, uwielbiam te w płachcie. Są łatwe i szybkie w aplikacji. Nakładam na 10 min, zdejmuję i z głowy :)
Lubię na przykład te z SKIN79 czy ORIGINS. Z tych tańszych marka Rossmannowska ISANA - szczególnie wersja GLOW :)



Kolejnym krokiem jest olejek. Ostatnio szczególnie upodobałam sobie dwa firmy NaturalMe - Olej Awokado i z Nasion Konopii. Co ciekawe, oba są polecane przy łuszczycy, więc kolejne opakowania wypróbuję na resztę ciała. Bardzo fajnie odżywiają skórę - stosuję naprzemiennie. Mam wrażenie, że od kiedy je stosuję - od jakichś dwóch miesięcy, to buzia zrobiła się bardziej promienna.



I ostatnie produkty czyli krem pod oczy i drugi na resztę twarzy. Kremu pod oczy nie znalazłam jeszcze ulubionego - stosuję więc serum Caffeine Solution z The Ordinary ale poszukiwania trwają dalej. Jeśli chodzi o resztę twarzy bardzo lubię ten od Fitomed. Kończę krem tłusty - jest bardzo treściwy, cudownie koi i nawilża skórę. Jednak na lato pewnie zmienię formułę już na coś lżejszego.


Dodatkowo moim hitem jest maść z witaminą A. To lek na potrzebującą głębokiego odżywienia skóry i dodatkowo działa wzmacniająco na barierę ochronną, przyśpiesza odnowę komórek naskórka, chroni przed procesami starzenia. I ostatnio głównie stosuję ją na noc.
Moją ulubioną jest Retimax 1500. Alantan plus zakupiłam po ostatnim poparzeniu się (powrót na naświetlanie lampami i ciut za duże natężenie na start) by przyśpieszyć proces gojenia. Ale uwaga, ten konkretny zawiera Lanolinę, która może uczulać.

Jestem bardzo ciekawa Waszych ulubieńców, do których zawsze powracacie! A może możecie polecić jakiś mocno nawilżający krem pod oczy? Lub krem z filtrem, który nie bieli! Dajcie znać, będę wdzięczna!








Internetowa akcja Pani Łuski #dajsieodkryc

Internetowa akcja Pani Łuski #dajsieodkryc

Cześć biedronki! 
Moja ulubiona biedronka Pani Łuska - którą znam osobiście ruszyła jakiś czas temu z akcją na instagramie #dajsieodkryc. Mimo, że zdążyło już się o niej zrobić głośno to nadal chcę Wam o niej wspomnieć.
Ideą tej akcji jest pokazanie swoich doskonałych niedoskonałości. Nie musi to być łuszczyca. Może to być każdy problem, który w jakiś sposób przeszkadza Ci w Twoim wyglądzie. Czy to atopowe zapalenie skóry, egzema, trądzik czy cellulit.
Jedyne co trzeba zrobić to wstawić swoje zdjęcie z tą niedoskonałością i podpisać hashtagiem #dajsieodkryc.
Sama dołączyłam do tej akcji udostępniając na prywatnych profilach społecznościowych swoje zdjęcie i opowiedziałam, że mam łuszczycę. Do tej pory nie chciałam mówić wprost dalszym znajomym, że prowadzę bloga. Uznałam, że dowiedzą się w swoim czasie. I ten czas między innymi dzięki Pani Łusce właśnie nadszedł.
Po tym jeszcze bardziej Was do tego zachęcam. Reakcję bliskich miałam już dawno za sobą. Od początku mojej działalności w internecie mnie wspierają. Z dalszymi znajomymi nie mogłam przewidzieć jak się zachowają. Czy będzie to dla nich jakiś problem? Wyśmieją? Nie zrozumieją?


Oprócz tego, że zareagowali cudownie, bo okazali mi masę zrozumienia to dowiedziałam się, że kilka osób, które poznałam wiele lat temu również ma łuszczycę! Niesamowite. Albo mają łuszczycę w rodzinie, więc wiedzą co to za choroba.
Śmialiśmy się, że nieźle się ukrywaliśmy i jak łatwiej by się żyło, gdyby to wyszło wcześniej.
Wierzę mocno, że i u Was będzie podobnie. Że tak jak ja, poczujecie jak kamień spada z serca. Na spotkaniu ze znajomymi nie zastanawiałam się już, czy mogę siedzieć w krótkim rękawku, po prostu zdjęłam bluzę, bo wiedziałam, że znają mój problem i nie będzie podchodów „co ona tam ma”. Ewentualnie usłyszę ,,ale fajne te twoje ciapki". I wiem, że mówią to z sympatii.
Upewniłam się też, że gdyby któremuś ze znajomych miałoby to przeszkadzać, to nie zależy mi na kontakcie z taką osobą. Nikt nie jest doskonały a choroba nie definiuje mnie jako człowieka. Po prostu moja skóra zazwyczaj wygląda nieco inaczej.

A oto co o akcji #dajsieodkryc pisze sama Pani Łuska:

O co w tym wszystkim chodzi?
Nie ważne czy masz kompleksy na punkcie łuszczycy, blizn, krostek, cellulitu, wrastających włosków, wyprysków, przebarwień, żylaków, naczynek, pajączków, rozstępów, czy innych problemów skórnych po prostu #dajsieodkryc
Myślisz, że istnieje idealny czas żeby przestać się ukrywać? Uwaga, oświecę Cię - on nigdy nie nadejdzie, jeśli Ty będziesz tylko na niego czekać. Idealny moment tworzymy my sami. Nie od jutra i nie od poniedziałku, ale zrób to teraz, razem ze mną i innymi osobami, które głośno mówią o swoich problemach🔊
Bądź przykładem dla innych. Ludzie nie zawsze patrząc na Ciebie muszą myśleć negatywnie. Może właśnie postrzegają Cię przez pryzmat odwagi?💪
Jeśli jesteś gotowa/y #dajsieodkryc
A jeśli nie, to czego potrzebujesz żeby Ci pomóc?😊
Kiedyś nie lubiłam swojego ciała. Pomimo zgrabnej i wysportowanej sylwetki, chciało mi się płakać jak na siebie patrzyłam😢 Walczyłam z tym długo i tylko ja wiem, co działo się wtedy w mojej głowie🤯
To hasło #dajsieodkryc motywuje mnie i towarzyszy za każdym razem kiedy zastanawiam się, czy pokazać światu łuszczycę🤔
A skoro mnie zmotywowało to może Ciebie też?
Do odważnych świat należy
♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
Wstaw zdjęcie ze swoimi "doskonałymi" niedoskonałościami i oznacz je #dajsieodkryc
Dodatkowo, żeby jeszcze bardziej zmotywować Cię do działania przewidziałam KONKURS, w którym będzie można wygrać fajne produkty od
dobrekonopie.pl si si bee manufaktura Sulphur Busko Zdrój
Pod koniec miesiąca wylosuję 3 zdjęcia oznaczone #dajsieodkryc
Wszyscy Ci, którzy się wahają - to czy Wasz idealny moment nadejdzie prędzej czy później zależy tylko od Was💛
Ja dałam się odkryć trzy lata temu zakładając tego bloga ale dopiero teraz ,,stanęłam'' przed znajomymi i przyznałam się do tego, że choruję od 16 lat wprost. I czuję się z tym świetnie. Za każdego z Was, który zdecyduje się odkryć trzymam mocno kciuki. I za tych, co jeszcze nie są gotowi też. Wierzę, że na każdego przyjdzie czas by odważyć się być po prostu sobą!
Udzieliłam ostatnio też wywiadu dla portalu Hellozdrowie.pl. TUTAJ możecie go przeczytać. Dajcie koniecznie znać co sądzicie, czy mieliście kiedyś podobne odczucia i czy dołączyliście do akcji #dajsieodkryc! 



Po co się malujesz?

Po co się malujesz?



Tak.. to kolejny post z cyklu ,,przemyślenia By ladybug". Piszecie mi, że bardzo je lubicie, dlatego też dłużej nie będę się z nimi hamować!
Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o myślach, które ostatnio chodzą mi intensywnie po głowie. 
A dokładnie.. po co ja właściwie się maluję? 
Pierwszą i jak najbardziej prawdziwą odpowiedzią jest po prostu to, że to lubię. Uwielbiam bawić się kosmetykami tak jak małe dziewczynki bawią się lalkami. Pamiętam jak jako dziecko podglądałam malującą się mamę przy małym lusterku i podziwiałam jak robi kreskę eyelinerem czy tuszuje rzęsy. To było jak jakaś magia! Uwielbiałam grzebać jej w kosmetyczce! 
W szkole często malowałam koleżanki na szkolne dyskoteki cieniami we wszystkich barwach świata. Choć podejrzewam, że było to dalekie od ideału to sprawiało mi to wielką frajdę.  


Jeżeli miałabym strzelać kiedy zaczęłam się malować na codzień to byłoby to gimnazjum. Już wtedy pamiętam dziewczyny w szkole polecały sobie błyszczyki, pudry czy tusze do rzęs. W szkole raczej nie byli tym zadowoleni, bo gdy zobaczyli, że któraś przesadziła z makijażem kazali iść do łazienki i to zmywać. Dzisiaj totalnie to rozumiem! 
Moda modą i dorastanie dorastaniem. Wydaje mi się, że makijaż był w późniejszych czasach już pewną odskocznią. Ciało miałam pokryte plamami, wobec czego chciałam zacząć ,,nadrabiać makijażem". Koleżanki zawsze chodziły w dziewczęcych sukienkach a ja mimo wielkiej chęci nie umiałam się przełamać. Za bardzo obawiałam się reakcji innych. Też chciałam poczuć się dziewczyną. 
Jestem samoukiem. Nie wiem ile zajęło mi nauczenie się malować kreskę i tak dalej ale na pewno metoda prób i błędów była grana.
No i wpadłam w sidła makijażu. Mimo malowania się czysto z przyjemności to znaleźć zdjęcia bez chociażby podkładu na twarzy było trudniej niż zdjęcia z łuszczycą na nogach... Gdybym miała wybierać między wyjściem bez makijażu a wyjściem z odkrytymi nogami bez wątpienia wybrałabym to pierwsze. To dlaczego w internecie odważyłam się pokazując kropki na ciele i wyszłam na miasto w sukience a bez makijażu zdjęć wciąż brak? Dzisiaj i to przełamuję! 
Bo zauważyłam, że na komplementy ,,jesteś piękna”  reaguję z dystansem. Gdy ktoś mówił o ciele - myślałam ,,gdybyś tylko zobaczył plamki” a o buzi - ,,bez makijażu urok mija”.



Kiedyś prasa, dzisiaj również internet. Z każdej strony uderzają nas zdjęcia idealnych ludzi, bez blizn czy najmniejszych przebarwień na ciele. Wszyscy mają perfekcyjne fit sylwetki i uśmiechy przyklejone do twarzy. Rzecz jasna z równymi, śnieżnobiałymi zębami. 
Instagram aż kipi od tego typu zdjęć. Pokazujemy tam tylko to, czym możemy się pochwalić. Nawet gdy jest to tylko ładnie podane danie w restauracji - w tym akurat nie widzę nic złego, też lubię łapać miłe i ulotne chwilę aparatem (tak, te przy  jedzeniu zdecydowanie do takich należą!). Jednak wiele ludzi często aż zakłamuje rzeczywistość i przesadny makijaż jest tam najmniejszym problemem. Odpowiednie pozy na zdjęciach by wyglądać szczuplej to pikuś, bo ludzie w pogoni za ,,byciem idealnym" przerabiają zdjęcia na tyle, że nijak mają się do tego jak Ci sami ludzie wyglądają w rzeczywistości. Powstają coraz to nowsze aplikacje zmieniające nawet rysy twarzy, powiększające oczy czy wydłużające rzęsy.. Szczerze współczuję mężczyznom szukającym partnerek w internecie bo nie sposób się w tym połapać! Umawiasz się ze swoim ideałem dziewczyny a na spotkanie przychodzi ktoś zupełnie inny. Choć Panowie nie raz nie są lepsi i wygładzają swoje twarze korygując niedoskonałości. 
Ja nigdy w takie ,,tuszowanie'' się nie bawiłam ale pokazywałam tylko to co chciałam. Czyli zero łuszczycy i zdjęcia tylko w makijażu. Troszkę udając, że kompleksy nie istnieją. A te właśnie przez jedynie piękne zdjęcia w internecie się tylko powiększały! 
Z cerą nigdy nie miałam większego problemu. Ale mam cienie i nie rzadko również worki po oczami - a te dziewczyny z instagrama mają pięknie równe buzie bez milimetra załamanej skóry. Tu mam łuszczycę a one nawet jednego siniaka czy rozstępu! 

,,Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest - Malcolm S. Forbes"


Czasopisma jak i strony internetowe atakują nas z jednej strony artykułami typu ,,Jak schudnąć 10 kg w tydzień" czy ,,jak mu się spodobać na pierwszej randce" a z drugiej ,,pokochaj siebie". Tylko czy właśnie nie od tej drugiej strony powinniśmy wszyscy zacząć? 
To oczywiste, że każdy chce się poczuć piękny i adorowany. Ale ileż może zmienić nasze nastawienie do nas samych? Kiedy patrząc w lustro szczerze będziemy mogli się uśmiechnąć?
Nie od dziś wiadomo, że wygląd ma ogromny wpływ na naszą pewność siebie. I nie ma w tym nic złego. Tylko dlaczego wielu ludzi przekracza pewną granicę i woli oszukiwać w internecie i być kimś, kim się wcale nie jest? Zamiast skupić się na rzeczach, które lubimy w sobie najbardziej i nauczyć się lubić samego siebie?

,,Chęć stania się kimś innym jest marnotrawstwem osoby, którą jesteś - Marylin Monroe"'

Jako nastolatka czytałam mnóstwo magazynów tego typu. Począwszy od klasyka - brawo girl, do czasopism dla dorosłych kobiet. Dosłownie je zbierałam, numer po numerze. Czytanie tak różnorodnych tematów może nieźle namieszać w głowie osobom, które dopiero pracują nad poczuciem własnej wartości. POKOCHAJ SIEBIE W PIĘCIU KROKACH a na drugiej stronie reklamy zabiegów medycyny estetycznej. 
Jedno nie wyklucza drugiego, bo dbanie o siebie to dobra rzecz ale to wszystko może doprowadzić do sytuacji, że zwątpimy w swoje piękno bez tych wszystkich dodatków. I mimo, że makijaż uwielbiam i nie przestanę się nim bawić, to na pewno będę chciała go ograniczyć! Zamiast kreski wytuszuję tylko rzęsy. Zamiast je przedłużać metodą 2:1 pójdę na lifting rzęs - tak z ciekawości, by nie musieć ich nawet malować (mam naturalnie długie rzęsy, ale proste). I to też nie dlatego, by wyglądać dobrze dla innych - a tylko i wyłącznie dla siebie! Chociaż tak na codzień skupię się bardziej na pielęgnacji.. oraz na tej dziewczynie w lustrze, którą ostatnio coraz bardziej lubię taką jaką jest. Z łuszczycą, z makijażem czy bez. Kolejny ,,ponoworoczny" cel na ten rok. Pokochać siebie, a co! 



Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?

Paczka PR od Hemp King - maść konopna CBD na łuszczycę?



Słyszeliście o produktach z CBD? Kilka dni temu zgłosiła się do mnie firma HEMP KING z zapytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich produktów. Jako, że słyszałam wiele dobrych opinii o pozytywnym wpływie konopii na łuszczycę zdecydowałam się spróbować. Lubię próbować nowych rzeczy a jak jeszcze mogę Wam o nich opowiedzieć to już w ogóle super!






W paczce znalazła się Maść Konopna CBD Salve 1%. Zawiera same naturalne składniki:
Olej kokosowy, olej z nasion konopii tłoczony na zimno (Cannabis sativa L.) wosk pszczeli, masło kakaowe, masło shea, olej z pestek winogron, wanilia madagaskarska, esencja z rozmarynu. 

Wszystkie produkty pochodzą z produkcji ekologicznych!

Maść jest zalecana przy problemach takich jak:
  • stany zapalne skóry
  • mechaniczne uszkodzenia/ranki i otarcia 
  • odleżyny
  • wysypki, alergie
  • po nadmiernej ekspozycji na słońce
  • bóle stawów
  • łuszczyca, egzema i atopowe zapalenie skóry

Więcej o maści możecie przeczytać na stronie sklepu: HEMP KING - MAŚĆ KONOPNA CBD



Kolejną rzeczą, która mnie szczególnie zainteresowała jest Olej konopny CBD - Natural 5%
Jest to suplement diety mający właściwości między innymi:
  • przeciwgrzybiczne - likwiduje pleśń i grzyby
  • dermatologiczne - ma działanie odmładzające i przyśpiesza gojenię się ran oraz chorób naskórka
  • immunologiczne  - wpływa pozytywnie na naturalną odporność organizmu
  • przeciwzapalne - hamuje proces zapalny
  • przeciwpsychotyczne - działa kojąco i oczyszczająco na umysł, zwalcza stany lękowe, uspokaja, relaksuje i pozwala długo i komfortowo spać

Osoba dorosła rozpoczyna dozowanie od 2-3 kropel olejku 3 razy dziennie. Producent zaznacza, że bardzo ważna jest w tym procesie obserwacja swojego organizmu.
Kroplę należy aplikować pod język, odczekać 30 sekund po czym połknąć. Przez naturalnie występujące pod językiem śluzówki olej jest wchłaniany najlepiej.

Olejek zaczęłam już stosować ale jest zdecydowanie za wcześnie, by móc się o nim wypowiedzieć. Mogę jedynie wspomnieć, że smak jest bardzo specyficzny ale można się do niego przyzwyczaić. 


Więcej informacji o oleju: HEMP KING - OLEJEK CBD 5%


I ostatnią rzeczą w paczce - zakładam, że jako dodatek były niełuskane nasiona konopii.
Nigdy ich nie próbowałam! Z tego co wyczytałam, można ich używać podobnie jak ziaren słonecznika czyli jako dodatek do potraw. 

Zawierają one mnóstwo witamin - A, B1, B2, B3, B6, C i E jak i minerałów - fosfor, magnez, cynk, żelazo oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3. Są cennym źródłem białka i błonnika.

Jeszcze ich nie próbowałam ale z pewnością dorzucę je do jakiegoś makaronu - np. ze szpinakiem czy sałatki! 


Więcej informacji na ich temat: HEMP KING - ZIARNA KONOPNE



Dodatkowo, mam dla Was kod rabatowy: na hasło BYLADYBUG do 31 października 2019 roku macie -11% na cały asortyment (poza kategorią ,,waporyzatory"). Nie łączy się z innymi kodami. 

Ja z tego żadnych korzyści nie mam, dostałam produkty jedynie do przetestowania - każda opinia na ich temat będzie moją własną a nie narzuconą z góry :) 



Dajcie znać koniecznie, czy używaliście już kiedyś produktów tego typu, jestem strasznie ciekawa bo dla mnie to będzie pierwszy raz!

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis

Poczuj się znowu kobietą! #kobietypsoriasis


Buty: deezee.pl

Dzisiaj skieruję się głównie do kobiet.
Będąc biedronkami za często zapominamy o tym, że jesteśmy też kobietami. Ostatnio miałam taki przebłysk, że czasami oprócz kolejnego balsamu - który oczywiście jest nam potrzebny, bo musimy dbać o tę skórę wyjątkowo uważnie, ale wypadałoby czasami też kupić dla tej kobiety coś miłego, żeby przypomnieć jej, że o niej nie zapominamy.

Kilka dni temu pojechałam do sklepu, z zamiarem obejrzenia szpilek, bo potrzebowałam jednej pary do sukienki na wesele, które mam za miesiąc. Koniec końców wyszłam z dwiema parami butów -obie są na obcasie iiii... strasznie się z tego cieszę!
Przez długi czas chodziłam po sklepach, oglądałam szpilki i myślałam ,,piękne są te buty ale gdzie ja je założę?! Nie mam żadnej okazji.." Ale.. to my same sobie znajdujemy tę okazję czy możliwość, kiedy możemy je założyć! To oczywiście może być impreza, ale też zwykła kawa z przyjaciółką! Dlaczego mamy nie wybrać wtedy butów na obcasie?

Ja jestem dziewczyną, która na co dzień woli adidasy czy trampki niż buty na szpilce. Jednak raz na jakiś czas mogę przecież założyć szpilki! Przypomniało mi się, że kiedyś bardzo lubiłam w nich chodzić a nie pamiętam kiedy ostatnio jakieś kupiłam i tym samym, kiedy miałam je na sobie. Prawdopodobnie było to też wesele w zeszłym roku, kiedy to bardzo szybko okazały się najgorszymi butami jakie mogłam założyć na taką okazję. Były strasznie niewygodne i śliskie, więc dla własnego bezpieczeństwa zmieniłam je na płaskie baleriny.



Przymierzając, a potem kupując te buty przypomniało mi się, że jestem kobietą i trzeba o tę babkę czasami też zadbać.. Poza nowym balsamem na łuszczycę trzeba kupić też coś dla tej KOBIETY.
Na co dzień możemy schować te plamki, jeśli nie mamy ochoty ich pokazywać. Wystarczy założyć długie spodnie, koszulę z długim rękawem czy ramoneskę i chociażby kozaki na wysokim obcasie - szpilki wcale nie muszą odkrywać naszej skóry.


Nie każdy lubi chodzić w szpilkach i zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli interesuje Was makijaż - to na przykład ruszyła akcja -55% na kosmetyki do makijażu. Ja już kupiłam sobie kilka produktów. To też fajny sposób na poczucie się kobietą. Możecie wyszukać sobie nową szminkę, maskarę czy rozświetlacz. A jeżeli nie przepadacie za makijażem? Nic straconego, kupcie nowe skarpety froty w gwiazdki, ubierzcie ulubioną piżamę w kwiatki - czy tak jak ja, piżamkę z Victoria's Secret,  i przypomnijcie sobie, że na łuszczycy świat się nie kończy. Może włączcie romantyczny film, zapalcie świece zapachowe, nałóżcie maseczkę i poczujcie się tymi kobietami o których na co dzień niestety zapominamy!




Na moim instastories (instagram.com/byladybugpl) często dzielę się moimi przemyśleniami na różne tematy związane z chorobą. Ostatnie ,,gadanie" zaowocowało nowym projektem
Unia Chorych na Łuszczycę i ŁZS oraz Amicus Fundacja #kobietypsoriasis.

,,KOBIETA PSORIASIS to kobieta piękna, fantastyczna, wyjątkowa. Często potrzebująca impulsu by mogła w to uwierzyć i obudzić swoją wewnętrzną kobietę do życia. Kobiety chore na łuszczycę czasem gubią swoją kobiecość i pewność siebie. Dziewczyny pokażcie się 🤩, wstawiamy swoje zdjęcia w szpilkach albo z nową szminką. Oznaczamy #kobietypsoriasis 👠💄👄Postanowiliśmy o tym napisać pod wpływem Byladybug.pl która przypomniała nam, że czasem trzeba zrobić coś dla siebie, żeby poczuć się piękną i zwyczajnie sprawić sobie przyjemność ☺️😘
Serdecznie zapraszam Was do tej akcji! Bardzo się cieszę, że moja gadanina może kogoś zainspirować do dalszych działań! To najlepsze potwierdzenie tego, że założenie bloga było świetną decyzją!












Kim chciałeś być w przyszłości będąc dzieckiem i czemu choroba na to wpłynęła?

Kim chciałeś być w przyszłości będąc dzieckiem i czemu choroba na to wpłynęła?

Czy kiedyś marzyliście o tym by coś robić ale choroba pokrzyżowała Wam plany?
Mi tak.
Jako młoda dziewczyna chodziłam do szkoły sportowej. Chciałam próbować każdej dyscypliny, która była obecnie dla mnie w tej szkole możliwa. (Chciałam nauczyć się grać w koszykówkę ale nie było klasy o tym kierunku). Tenis stołowy, tenis ziemny, pływanie, którego totalnie nie lubiłam, piłka nożna na wychowaniu fizycznym i siatkówka - ale do dzisiaj nie umiem serwować i wolę ją jednak oglądać ;)
Brałam udział we wszystkich przedstawieniach, konkursach plastycznych czy nawet literackich - raz zajęłam nawet IV miejsce w konkursie ogólnopolskim pisząc wiersz o zwierzętach w lesie.
Do dziś pamiętam jak w dniu powrotu z zielonej szkoły wychowawczyni ogłosiła, że mamy w klasie dwie laureatki i jak się okazało - jedną z nich byłam właśnie ja.
Byłam ciekawą świata dziewczynką. Nieśmiałą ale wierzącą, że powinnam robić to co lubię.  Jednak w gimnazjum pojawiło się WIECZNE zwolnienie z w-f. Za bardzo wstydziłam się przebierać przy innych dziewczynach. Martwiłam się potwornie czy grając w piłkę czy biegając nie podwinie mi się bluzka czy nogawka i wszyscy zobaczą moje plamy.

 Zdjęcie by Kładek 

Moją pasją od zawsze był taniec. Podglądając starszą siostrę, która tańczyła obecnie w Zespole Gawęda marzyłam, by móc tak jak ona tańczyć na wielkiej scenie. Przynosiła mi kasety VHS z występami a ja oglądając je w kółko i w kółko jak zahipnotyzowana uczyłam się kroków na pamięć.
Umiałam wszystkie.
Gdy poszłam do pierwszej klasy podstawowej, w końcu mogłam spełnić swoje marzenie i zapisać się do Gawędy.
Pamiętam jak poszłam z mamą do Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie by zacząć moją przygodę z tańcem. Byłam niesamowicie podekscytowana, że w końcu zobaczę salę prób, te wszystkie stroje i zajęcia taneczno-wokalne o których tyle słyszałam historii. W końcu mogłam poznać ten świat od środka. Długo niestety nie pochodziłam do tego zespołu bo czułam się źle z tym że mama musiałaby płacić tyle pieniędzy za moje "widzi misie" nie ucząc się niczego nowego - bo przecież wszystkie choreografie i piosenki już znałam a to nauka czegoś nowego mi się marzyła najbardziej. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że już wtedy wychodziła mi łuszczyca a dwa lata później wylądowałam w szpitalu na leczeniu skóry po roku poszukiwań co to w ogóle jest.



W domu jednak moja wyobraźnia sięgała zenitu.
 Po fascynacji zespołem dziecięcym przyszedł czas na MTV. Pamiętam jak obserwowałam Beyonce, Shakirę, Britney Spears czy Michaela Jacksona. Uczyłam się ich choreografii z teledysków, którymi byłam wręcz zafascynowana. Żałuję, że nikt nie nagrał jak tarzam się po tapczanie udając Shakirę z "Whenever, wherever" ;)
W domu tapczan był moją sceną. Skakanka mikrofonem - potem oczywiście zastąpił go dezodorant.
Jak nad każdą, prawdziwą sceną musiał być jakiś ekran lub logo. Tam szpilkami do tapety przypinałam napisy, zależnie kim tego dnia byłam. Dziwnie to brzmi gdy dziś to piszę ale cóż.. wtedy miało to OGROMNE znaczenie.
Do każdej piosenki był oczywiście inny strój. Przez co w szafie zawsze miałam bałagan co akurat chyba mama mi wybaczała ze względu na moją karierę tapczanowej tancerki na pełen etat..
Dobrze, że się wtedy nie malowałam bo mogę sobie tylko wyobrazić ile wtedy te przygotowania "do występów" by trwały.


Byłam dzieckiem z ogromnymi marzeniami. Ale też kompleksami. Pominę już całą historię taneczną w moim wykonaniu ale myślę, że o jednym przedsięwzięciu warto jeszcze wspomnieć. Ponieważ było to dawno temu i z większością ludzi obecnymi na zdjęciach nie mam dziś kontaktu - postarałam się szybko wymazać ich postacie bo nie wiem, czy wyraziliby zgodę na publikację ich wizerunku akurat tutaj. Wszystkim jednak z osobna dziękuję, że byli tego częścią! To jedno z moich najpiękniejszych wspomnień!





Mając podejrzewam 15 lat zorganizowałam Flash mob by upamiętnić Michaela Jacksona po jego śmierci. Pomysł był spontaniczny a jego realizacja jeszcze bardziej. Zainspirowana tego typu wydarzeniami między innymi w Sztokholmie rzuciłam temat innym fanom Michaela z Warszawy i ku mojemu zdumieniu zgłosiło się wielu ludzi!
Prowadziłam próby dla tych, którzy nie byli w stanie nauczyć się osobiście choreografii z filmików dostępnych na youtube na świeżym powietrzu. Muzyki użyczył nam jeden z uczestników pożyczając swoje głośniki w samochodzie ;)
Niesamowici ludzie i niesamowite wspomnienia!
Zatańczyliśmy w kilku miejscach w Warszawie, mówili o nas we wszystkich najważniejszych wiadomościach czy nawet chociażby w Gazecie Wyborczej lub Popcornie! (Pamiętacie te młodzieżowe gazety? :D)

Koniec końców poznając nowych przyjaciół z podobnymi pasjami na podobnym spontanie stworzyliśmy grupę taneczną. Stwierdziliśmy, że chcemy tańczyć razem dalej i uczyć się kolejnych choreografii Jacksona.
Występowaliśmy jeszcze na wielu imprezach, wydarzeniach a nawet w Dzień Dobry TVN. Byliśmy między innymi częścią Zombie Walk - marszu trupów, który co roku odbywa się między innymi w Warszawie. My wtedy zatańczyliśmy na starówce do piosenki ,,thriller". Ten roztrzepaniec w białej sukience to ja! Miałam wtedy wysyp, więc założyłam (tym razem czarne) rajstopy. Choć śmiałam się, że łuszczycowe zmiany to świetna charakteryzacja sama w sobie.





Ciężko znaleźć mi to na zdjęciach ale podczas flash moba miałam łuszczycę i bardzo chciałam to pominąć w rozmowach. Mimo skwaru na słońcu (Próby trwały zdaje się cały lipiec) tańczyłam w sweterku a pod szortami miałam.. rajstopy. Do dzisiaj nie rozumiem czemu nie założyłam na przykład po prostu legginsów ale wtedy najwyraźniej właśnie rajstopy miały większy sens. Jak bardziej się przyjrzycie, zauważycie plamki na dekolcie.
Podejrzewam, że łatwiej byłoby mi po prostu otwarcie powiedzieć innym co mi jest i nie przejmować się tym - dziś z pewnością bym tak zrobiła ale w młodym wieku totalnie nie umiałam o tym rozmawiać i nawet moi wtedy już nowi przyjaciele nie mieli o chorobie pojęcia. Pewnie mieli mnie za totalną dziwaczkę haha!
Mimo wysypu starałam się działać i spełniać marzenia po swojemu. Jednak w pewnym momencie przyszedł kryzys i wszystko przestało mieć sens.
Odeszłam z grupy, rzucając, że chcę nauczyć się czegoś nowego. I faktycznie, zapisałam się do Hip Hop Akademii. Poznałam kolejnych cudownych ludzi, którzy kochali taniec.
Niedługo jednak później znowu wylądowałam na hospitalizacji, tym razem w szpitalu w Międzylesiu.
Zawsze z mocniejszym wysypem moje marzenia i cele jakby przestawały nagle mieć znaczenie. Tak jakby ktoś oddzielił mi wszystko grubą kreską. Szukałam wytłumaczeń, że to nie moje kompleksy związane z chorobą są powodem poddania się a problemy finansowe w domu czy cokolwiek innego.
Podobnie było, gdy już między innymi mój Ś.P. przyjaciel Patryk namawiał mnie na wzięcie udziału w programie You Can Dance. Przez łuszczycę czułam, że nie mam najmniejszych szans się dostać.. albo może tak tylko tłumaczyłam swój strach, że nagle ktoś w telewizji podczas samego castingu zobaczy moje plamy. Te wyobrażenie dosłownie mnie paraliżowało.



Zdjęcie z Festiwalu ,,Gdańsk dźwiga muzę" i choreografowie - Buddhda Stretch, Kumari Suraj i Gigi Torres

Kolejny punkt taneczny. Co prawda nie miałam wtedy łuszczycy, postanowiłam więc spróbować.
Casting dla tancerzy do Ceremonii Otwarcia Euro 2012 w Warszawie.
Poszłam, zatańczyłam.. i zadzwonili, że zostałam przyjęta. Matko, jakie to było szczęście. Szczególnie, że choreograf całego otwarcia współpracował chociażby z Beyonce a samo to było dla mnie czymś WOW.
Z prawdziwym bananem chodziłam na próby. Wszystko co się tam działo musiałam utrzymywać w tajemnicy, nie można było robić zdjęć ani opowiadać o szczegółach. Przymierzanie strojów i odliczanie do wielkiego dnia. Aż?
Aż wylądowałam w Szpitalu. Instytut Reumatologii, oddział dziecięcy. Podejrzewano u mnie Łuszczycowe Zapalenie Stawów. Miałam bóle niewiadomego pochodzenia, stwierdzono, że im szybciej sprawdzą co jest powodem, tym lepiej. Leżałam tam ponad tydzień, jednak żadnej choroby nie stwierdzono. Trzeba obserwować.
Bum, znowu taniec przegrał.

To był moment w którym się poddałam i stwierdziłam, że chyba nie jest pisane mi być tancerką. Ciągle to sobie wmawiałam wciąż marząc o tej scenie.
Z obecnego punktu widzenia bardzo żałuję, że nie widziałam wcześniej w czym jest problem w moim dążeniu do celu lub, że nie trafiłam do psychologa, który by mi pomógł się z tym uporać.
Miałam wrażenie, że jestem z tą wstrętną chorobą sama. Nikt o niej nigdy nie mówił a dla mnie był to temat gorszy niż tabu. Ja go po prostu próbowałam wyrzucić ze swojej podświadomości wciskając znajomym kit, że mam uczulenie i nie mogę pokazywać skóry. Czy cokolwiek innego co wtedy wydawało mi się ,,mniejszym złem".
Żałuję, że się poddałam ale nic straconego. Tancerką może już nie będę, choć nie wykluczone, że zapiszę się kiedyś do jakiejś szkoły tańca na kurs by chociaż raz na jakiś czas przypomnieć sobie te emocje, które mi zawsze towarzyszyły gdy tańczyłam.


Poza tańcem uwielbiałam też pozować do zdjęć. Świat fotografii mnie bardzo wciągał z obu stron. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego się wstrzymałam z brnięciem do tego celu. Coraz gorzej czułam się przed obiektywem, przestałam odpowiadać na propozycje. Jak już, robiłam zdjęcia sama, bo wtedy czułam, że mam kontrolę nad tym, co widać.




Na czarno-białym zdjęciu mam nawet plamki po prawej stronie brzucha! Na prawym opaleniznę i totalny brak plamek zawdzięczałam naświetlaniu leżąc w szpitalu.

Mimo ,,upadłej kariery tanecznej" czy fotomodelingowej ważniejsze jest dla mnie dzisiaj coś innego. Przełamałam się i zaczęłam otwarcie mówić o chorobie. Pragnę wspierać innych chorych, bo sama kiedyś takiej osoby potrzebowałam. Po prostu by wiedzieć, że nie jestem z tym sama. Odnalazłam nową pasję jaką jest pisanie tego bloga. Dzielenie się swoimi doświadczeniami i przeżyciami by choć jedna osoba poczuła minimalną ulgę, że nie jest jedyna.
To dla mnie ogromny sukces i mam nadzieję, że jest to tak naprawdę tylko jego maleńki zalążek.
Dalej więc podtrzymuję, że wszystko dzieje się po coś. I może te nie do końca spełnione marzenie przyczyniło się właśnie do tego, że dziś otwieram się na temat choroby, poznaję nowych ludzi, którzy mieli w życiu podobne problemy, kompleksy czy frustracje co ja.
Zdaję sobie sprawę, że osoba ,,zdrowa" nie jest w stanie zrozumieć jak wielkie piętno odciska na nas ta choroba, jak ogromny ma wpływ na nasze życie czy decyzje. Tym bardziej doceniam te znajomości z innymi biedronkami, bo wiem, że nie muszę im niczego tłumaczyć. Też musieli się kiedyś chować lub bali zaryzykować.

Dlaczego Wam o tym opowiadam? Bo zdaję sobie sprawę jak wielu chorych ludzi ma podobne sytuacje. Nie wierzą w siebie, swoje możliwości i wartość. Moja mama nie miała pojęcia przez co przechodzę i do końca swojego życia będę jej dziękować, że robiła absolutnie wszystko co mogła. Pamiętam, że psycholog był mi proponowany bo w pewnym momencie tak się załamałam, że nie chciałam w ogóle chodzić do szkoły. Jednak ja uparcie odmawiałam, powtarzając, że i tak tam nie pójdę. Jeżeli więc widzicie, że coś jest z Wami nie tak, nie radzicie sobie z pewnymi rzeczami, choroby nie potraficie zaakceptować - lub ktoś z Waszych bliskich.. pomyślcie o psychologu. Ja uporałam się z tym sama podejmując decyzję założenia tego bloga. Dzięki niemu tak naprawdę dopiero pogodziłam się z tym, że jestem chora. Ale gdyby wcześniej odpowiednia osoba pomogła mi poukładać moje myśli i obawy w głowie, kto wie, może byłabym już jedną z tancerek Beyonce! Albo po prostu dalej tańczyłabym po Warszawskich ulicach ;)
Dzień Pacjenta z Łuszczycą w Courtyard by Mariott w Warszawie - 26.03.2019

Dzień Pacjenta z Łuszczycą w Courtyard by Mariott w Warszawie - 26.03.2019




Wczoraj - 26.03.2019r. odbył się ,,Dzień Pacjenta z Łuszczycą". Podczas wydarzenia można było wspólnie z pacjentami, lekarzami, przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia czy chociażby  przedstawicielami organizacji poświęconych ludziom chorym na łuszczycę -  porozmawiać o barierach medycznych oraz społecznych dotyczących pracy i spędzania czasu wolnego chorych. Patronatami honorowymi były Unia Stowarzyszeń Osób Chorych na Łuszczycę i ŁZS oraz Koalicja Łuszczyca.
Przedstawiono m.in na czym dokładnie polega łuszczyca, w jaki sposób obecnie można ją leczyć i co należałoby ewentualnie zmienić. Podkreślano, że dużym problemem jest kwalifikacja chorych do leczenia biologicznego, gdyż pacjent musi spełnić konkretne warunki. Łuszczyca musi być od  umiarkowanej do ciężkiej a przy tym mieć za sobą podjęte dwa rodzaje leczenia - miejscowe i ogólne (np, Cyklosporyna, Metotrexat, PUVA), co często też nie wystarcza by móc zakwalifikować danego pacjenta. Miejsc, gdzie można podjąć się leczenia wciąż jest za mało. 





 Można było również między innymi zobaczyć, jak ma się miejsce zamieszkania do ilości osób  chorujących na łuszczycę w tym rejonie. Przykładem na to jest różnica między pacjentami mieszkającymi w mieście a na wsi. Dane pochodzą od Narodowego Funduszu Zdrowia, dlatego też należy pamiętać o tym, że prawdopodobnie nie każdy chory poszedł się leczyć - lub nawet nie wie, że ma łuszczycę. Mieszkający na wsi nie zawsze mają możliwość przyjazdu do większej miejscowości w poszukiwaniu lekarzy lub zwyczajnie się wstydzą komukolwiek to pokazać. Szacuje się, że w Polsce na łuszczycę choruje około miliona osób. Moim zdaniem jest ich o wiele więcej.



Przez Panią Profesor Joannę Narbutt - Konsultant krajowy dermatologii i wenerologii proruszony był również temat problemów jakie napotykają pacjenci. Z danych uzyskanych przy rozmowach z chorymi wymieniono te najczęściej pojawiające się w odpowiedziach. Stygmatyzacja i brak akceptacji, niska samoocena, zaburzenia snu to tylko niektóre z nich.
W stwierdzeniach chorych przewijały się zdania typu ,,łuszczyca rządzi naszym życiem" czy ,,od niej zależy wybór partnera, w co się ubrać a nawet miejsca pracy".



W drugiej połowie wydarzenia trwały dyskusje na tematy związane z obecną sytuacją leczenia łuszczycy w Polsce, jakie są problemy z tym związane i co realnie można z tym zrobić w najbliższym czasie. Na sam koniec Minister Jarosław Pinkas - Główny Inspektor Sanitarny ds. zdrowia publicznego wraz z Profesor Joanną Narbutt - Konsultant Krajowa ds. dermatologii i wenerologii podpisali oświadczenie, w którym zawarto między innymi, że nieuzasadnione jest ograniczanie korzystanie z obiektów basenowych w przypadku osób chorych na łuszczycę nie mających przerwanej ciągłości tkanki łącznej.

,,W świetle obowiązującego prawa, zabronienie korzystania z pływalni osobom chorym na łuszczycę mogłoby zostać odebrane jako naruszenie: wolności osobistej lub przejaw dyskryminacji".

Jestem ciekawa co Wy byście dodali do tych problemów wymienianych przez innych pacjentów? Oczywiście w wystąpieniu było wymienionych ich o wiele więcej, jednak skupiłam się na tych najbardziej popularnych. Moim zdaniem wielkim ,,błędem" jest wciąż mała wiedza - lub zaangażowanie lekarzy do leczenia konkretnego pacjenta. Znaleźć lekarza, któremu zaufamy, złapiemy dobry kontakt i nami odpowiednio pokieruje wciąż nie jest łatwo. Najczęściej słyszę od Was, że wizyty u dermatologa trwają 5 minut i kończą się na wypisaniu recept na maści sterydowe - bez jakiegokolwiek wytłumaczenia co dalej czy nawet jak dobrze i mądrze ich używać by zminimalizować szybki nawrót po ich odstawieniu. 
Moja rada? Pytać, pytać, pytać. Lekarz Wam nie odpowiada? Poszukajcie nowego. Zdaję sobie sprawę, że mieszkając w stolicy jest mi to łatwo mówić, lecz ilu ludzi się poddaje po takiej powiedzmy NIEUDANEJ wizycie? Ja nie jestem w stanie zliczyć u ilu już dermatologów w życiu byłam. Znalazłam cudowną Panią dermatolog, niestety odeszła z mojej placówki i obecnie przyjmuje tylko prywatnie. Jestem pewna, że jak tylko będę mogła sobie mogła pozwolić na leczenie prywatne pójdę do jej nowego miejsca pracy w ciemno. 

Nie wiesz jak używać konkretnego leku? Pytaj o to lekarza od razu! Niech zapisze Ci dawkowanie na kartce! Zapomniałeś? Wypytaj o to farmaceutę. Ja dzięki rozmowie z farmaceutką z jednej apteki przy moim domu zupełnie inaczej na to spojrzałam! Owszem, są tacy, którym zależy tylko na dobrej sprzedaży apteki. Ja dostałam pełną listę produktów, które ona sama poleca, odpowiedziała z uśmiechem na wszystkie moje pytania czy wątpliwości i podzieliła moje zdanie - nie bój się pytać lub prosić o radę!


Przypominam również, że kolejne spotkanie dla Biedronek - ale ich bliskich odbędzie się już w tę sobotę w Leonardo Royal Hotel Warsaw znajdującym się na ulicy Grzybowskiej 45.
Tym razem będą to warsztaty PSOlife - ,,Poznawcze techniki oswajania choroby". Wstęp jest w pełni bezpłatny jednak konieczna jest wcześniejsza rejestracja.
Można tu zrobić tutaj: REJESTRACJA PSOLIFE



P.S. Wybaczcie nienajlepszą jakość zdjęć ale robiłam je w kiepskim świetle telefonem a przykuwam wielką uwagę do tego, by wszystkie zdjęcia na tej stronie były moją własnością :)  
Copyright © 2014 ByLadybug , Blogger